pixel Cech NiH Bioenergoterapia w badaniach naukowych | NLP Coaching Hipnoza- Grzegorz Halkiew (zaświadczenia MEN)

Bioenergoterapia w badaniach naukowych

Bioenergoterapia w badaniach naukowych

Czy można oddziaływać na innych na odległość?

W latach 90ElmerGreen – tych ubiegłego wieku fizyk Elmer Green, jeden z pionierów biofeedbacku, postanowił przestudiować uzdrowicieli leczących na odległość, aby określić, czy generują więcej energii elektrycznej podczas procesu uzdrawiania. Green zbudował pomieszczenie, którego cztery ściany oraz sufit były w całości wykonane z miedzi i podłączone do mikrowoltowego wzmacniacza elektroencefalogramy (EEG) – stosowanego do pomiaru aktywności elektrycznej mózgu. Zazwyczaj elektroencefalogram podłączony jest do swego rodzaju czapki z zatopionymi w niej elektrodami, z których każda oddzielnie nagrywa wyładowania w mózgu. Czapkę taka umieszcza się na głowie badanego i aktywność elektryczna jest przekazywana do wzmacniacza, gdzie wyświetla się w formie graficznej. Urządzenia te są niezwykle wrażliwe, zdolne do wychwycenia nawet najmniejszych drgań. 

Green podejrzewał, że w uzdrawianiu zdalnym generowany sygnał jest elektryczny i emanuje z dłoni uzdrowiciela. Zamiast zastosowania czapki EEG podłączył je do miedzianej ściany. Ściana zachowywała się bowiem jak gigantyczna antena, potęgując zdolności do wykrywania elektryczności płynącej od uzdrowicieli, pozwalając Greenowi wychwycić ją z pięciu kierunków.

Odkrył on, że za każdym razem, kiedy uzdrowiciel wysyłał uzdrawiającą energię, EEG odnotowywało znaczny przepływ ładunków elektrostatycznych, tego samego rodzaju, jakie pojawiają się podczas wyładowań elektrycznych, kiedy pociera się stopą o nowy dywan lub dotyka metalowej klamki. To, że przesyłamy energię miało ogromny sens. Wiele dowodów wskazywało na to, że wszystkie żyjące tkanki mają ładunku elektryczne. Umieszczenie takiego ładunku w trójwymiarowej przestrzeni powodowało powstawanie pola elektromagnetycznego, które podróżowało z prędkością światła.

Mechanizm transmisji energii był jasny, ale nie jasny był stopień w jakim wysyłamy nasze pola elektromagnetyczne poprzez pojedyncze ruchy i czy nasza energia jest odbierana przez inne żywe istoty. 

Inny uS11_Schwartz_web_jpg_140x174_q85czony Gary Schwartz zainspirowany eksperymentami Greena również zbudował ścianę z aluminium spełniającego rolę prostej anteny, którą umieścił na szklanych cegłach, aby izolowały od ziemi. Następnie przymocował do niej EEG i zaczął badać efekty, które mogła wywrzeć jego dłoń. Tak, jak się spodziewał ruch jego ręki generował sygnały.

Schwartz demonstrował owe efekty przed studentami, dla uzyskania większego dramatyzmu używał popiersia Einsteina. Podczas tych eksperymentów używał czapki EEG z 12 elektrodami. Kiedy czapka nie odbierała sygnałów mózgowych, notowała jedynie szum. Podczas doświadczeń Schwartz umieścił czapkę EEG na popiersiu Einsteina i włączył tylko jedna elektrodę na czubku czapki. Wówczas przesuną dłoń ponad głową Einsteina. Tak, jak ten wielki człowiek doznał nagle olśnienia, tak że aparat EEG ożył i zarejestrował falę elektromagnetyczną.

Schwartz wyjaśnił studentom, że nie był to jednak nagły sygnał wyemitowany przez nieożywioną statuę, ale pole elektromagnetyczne wygenerowane przez ruch jego ręki. Eksperymenty Schwartza stały się coraz bardziej twórcze. Kiedy próbował tego samego gestu z odległości metra, sygnał wyraźnie się zmniejszał. Gdy umieścił popiersie w klatce Faradaya – obszarze z cienkich miedzianych drucików tworzących siatkę, która chroni przed polem elektromagnetycznym – cały efekt zniknął. Owa dziwna energia miała wszelkie cechy elektryczności i zmniejszała się wraz z odległością oraz była blokowana przez osłonę elektromagnetyczną.

Pewnego razu Schwartz poprosił jednego ze studentów, aby stanął z jedna ręką uniesioną nad głową Einsteina, a prawą wyciągniętą w kierunku Schwartza siedzącego na krześle metr dalej. Schwartz poruszał ramieniem w górę i w dół. Ku zdumieniu pozostałych studentów, ruch Schwartza został wychwycony przez EEG. Sygnał przeszedł przez jego ciało i podążył ku studentowi, przenikając go. Schwartz generował sygnał, ale tym razem anteną był jego student odbierający i przekazujący sygnał do EEG, który zachowywał się jak kolejna antena.

Schwartz zdał sobie sprawę, że trafił na najważniejszy punkt swoich badań. Prosty ruch generował wyładowania elektryczne, ale co ważniejsze tworzył pewien związek. Każdy ruch, który generujemy wydaje się być odczuwalny dla ludzi wokół nas. Implikacje są oszałamiające. Co się dzieje, gdy strofujemy ucznia? Jaki może być skutek kiwania palcem na ucznia i krzyknięcia: Nie rób tego! Uczeń może poczuć nagły cios fali energii. Niektórzy ludzie mogą nawet mieć silniejsze pozytywne lub negatywne wyładowania energetyczne względem innych. W eksperymencie Elmera Greena z miedzianymi ścianami wszystkie sprzęty psuły się w obecności Roslyn Bruyere, znanej uzdrowicielki.

Schwartz był na tropie czegoś niezwykle ważnego dotyczącego rzeczywistej energii, jaką emitują istoty ludzkie. Czy energia myśli może mieć taki sam skutek, jak energia ruchu? Czy myśli również tworzą związek z ludźmi wokół? Każda intencja skierowana ku komukolwiek może mieć swój fizyczny odpowiednik, który przez odbiorcę zostanie odebrany jako namacalny efekt. Energia generowana przez myśli nie zachowuje się w taki sam sposób, jak energia generowana przez ruch. Sygnał generowany przez ruch zmniejszał się wraz z odległością, zupełnie jak elektryczność. Podczas uzdrawiania odległość wydaje się nie mieć żadnego znaczenia. Energia intencji, jeśli rzeczywiście jakaś jest, musiałaby mieć bardziej fundamentalny niż zwykły elektromagnetyzm – i znajdować się gdzieś w obszarze fizyki kwantowej.

Jak można przetestować energetyczne efekty intencji?

Uzdrowiciele, którzy przesyłają więcej energii, niż zwykli ludzie, wydają się idealnym punktem, aby zacząć. Elmet Green w swoich badaniach wykazał, że podczas uzdrawiania następuje ogromny przepływ energii elektrostatycznej. Kiedy osoba stoi nieruchomo, jej oddech i bicie serca generuje na EEG energię elektrostatyczną rzędu 10-15 miliwoltów. Podczas aktywności wymagającej skoncentrowania uwagi uzdrowiciele Greena napięcie wzrastające nawet do 190 woltów, jeden z uzdrowicieli wygenerował piętnaście takich napływów, które były sto tysięcy razy wyższe niż normalnie, z mniejszymi impulsami rzędu 1-5 woltów pojawiające się na każdej z miedzianych ścian. Badając źródło owej energii Green odkrył, że owe impulsy pochodzą z podbrzusza uzdrowiciela, zwanego dan tien, które w chińskich sztukach walk uznawane jest za centralny motor wewnętrznej energii. Tiller

Fizyk z Uniwersytetu Stanforda William Tiller skonstruował pomysłowe urządzenie do pomiaru energii emitowanej prz4ez uzdrowicieli. Urządzenie to wypuszczało równy strumień gazu i rejestrowało dokładną liczbę elektronów uwalnianych podczas impulsu. Jakikolwiek ruch napięcia był wychwytywany przez licznik.

W swoim eksperymencie Tiller poprosił zwykłych ochotników, aby umieścili swoje dłonie w odległości 6 cali od urządzenia i wytworzyli mentalną intencję, aby zwiększyć ilość impulsów. Podczas większości z ponad tysiąca takich eksperymentów Tiller odkrył, że podczas generowania intencji liczba impulsów wzrosła do pięćdziesięciu tysięcy i utrzymywała się przez 5 minut. Taki wzrost objawiał się nawet wtedy, gdy uczestnik nie przebywał w pobliżu urządzenia, a utrzymywał się tak długo jak ona lub on podtrzymywał intencję.

Tiller wywnioskował, że ukierunkowane myśli generują dającą się udowodnić fizyczną energię nawet na odległość. Można znaleźć jeszcze inne badania mierzące rzeczywiste elektryczne częstotliwości emitowane przez ludzi tworzących intencje. Jedno z nich mierzyło energię uzdrawiającą, a jeszcze inne badało energię generowaną  przez mistrza Qigong podczas emitowania qi, chińskiego określenia energii życiowej. W obu przypadkach pomiary były identyczne – uzdrowiciele emitowali częstotliwość na poziomie 2-30 herców.  Energia ta wydawała się także zmieniać molekularną naturę materii. Jest wiele naukowych dowodów badających chemiczne zmiany powodowane intencją.

Bernard Grad, profesor nadzwyczajny biologii na Uniwersytecie McGill w Montrealu, badał wpływ uzdrawiającej energii na wodę do podlewania roślin. Po tym, jak grupa uzdrowicieli przesłała swoja energię próbką wody, Grad przeanalizował chemicznie wodę za pomocą spektroskopii podczerwonej. GradOdkrył, że woda poddana działaniu uzdrowicieli doznała wyraźnych zmian w wiązaniach tlenu i wodoru. Wiązanie wodorowe pomiędzy molekułami osłabiło się w sposób podobny do tego, jaki pojawia się po wystawieniu wody na działanie magnesów.

Wielu innych naukowców potwierdziło odkrycie Grada; badania rosyjskie odkryły, że podczas uzdrawiania wiązania tlen-wodór w cząsteczkach wody ulegają zniekształceniu w mikrostrukturze krystalicznej. Tego typu zmiany mogą pojawiać się podczas aktu intencjonalności.

W jednym z badań doświadczeni ludzie praktykujący medytację przesłali intencję, aby wpłynąć na strukturę próbek wody, które trzymali cały czas podczas trwania medytacji. Kiedy przebadano później te wodę za pomocą spektrofotometrii, wiele z jej istotnych właściwości, zwłaszcza absorbancja – ilość światła zaabsorbowanego przez wodę przy określonej długości fali – uległa znacznej zmianie. Kiedy ktoś utrzymuje skupione myśli, może zmieniać strukturę molekularną obiektu swojej intencji. W swoich badaniach Gary Schwartz zastanawiał się, czy intencja manifestuje się tylko jako energia elektrostatyczna. Być może także energia magnetyczna odgrywa tu jakąś rolę.

Pola magnetyczne naturalnie mają więcej mocy, więcej przeciwsobnej energii. Magnetyzm wydawał się być energią potężniejszą i bardziej uniwersalną, przecież ziemię przenikają jej własne, ulotne impulsy energii geomagnetycznej. Schwartz pamiętał o doświadczeniu Williama Tillera, w którym osoby ze zdolnościami medium zostały umieszczone w różnorodnych pomieszczeniach, które blokowały wszelkie formy energii. Działały wówczas lepiej niż w klatce Faradaya, która blokuje tylko energię elektryczną, ale funkcjonowały gorzej, gdy umieszczono je w magnetycznie osłoniętym pomieszczeniu.

Z badań tych Schwartz wybrał dwie ważne implikacje: uzdrawianie może generować początkowy przepływ elektryczności, ale prawdziwy mechanizm transferu może mieć charakter magnetyczny. W rzeczy samej parapsychiczne zjawiska oraz psychokineza  mogą różnorodnie podlegać wpływom poprze różne typy osłon. Sygnały elektryczne mogą zakłócać ten proces, podczas gdy sygnały magnetyczne go wzmagają.  Aby przetestować ten ostatni pomysł Schwartz zwrócił się do swojej koleżanki po fachu Melindy Connor.

Pierwszym wyzwaniem było znalezienie dokładnego sygnałów magnetycznych. Zmierzenie małych Melinda.sygnałów pola magnetycznego jest trudne i wymaga kosztownych i wysoce czułych urządzeń zwanych SQUID lub urządzeń do interferencji kwantowej nadprzewodników. SQUID, który może kosztować nawet 4 miliony dolarów, zajmuje zwykle pomieszczenie osłonięte magnetycznie, aby eliminować otaczający szum radiacyjny. Najlepsze, na co mogli sobie pozwolić Schwartz i Connor to wariant SQUID-u dla ubogich – mały, podręczny, działający na baterie, trójosiowy cyfrowy gausometr, zaprojektowany pierwotnie do pomiarów zanieczyszczenia elektromagnetycznego poprzez odbiór skrajnie niskich częstotliwości pól magnetycznych ELF.

Gausometr był wystarczająco czuły, aby odbierać jedną tysięczną jednostki gausa, czyli bardzo słaby impuls pola magnetycznego. Connor wymyśliła, że sposobem na zmierzenie  zmiany niskich częstotliwości pola magnetycznego jest policzenie liczby zmian, które odbiera miernik w danym czasie. Podczas pomiarów stałego pola magnetycznego otoczenia odchylenia pomiarów były nieznaczne – mniej niż jedna dziesiąta gausa. Jednak w obecności oscylującego pola magnetycznego – z okresowymi zmianami częstotliwości –wskaźniki zmieniały wartości od 0,6 do 0,7 i do 0,8, a następnie z powrotem do 0,6.

Im większe i częstsze są zmiany rejestrowane przez potencjometr tym bardziej prawdopodobne jest, że na pole magnetyczne oddziałuje źródło skupionej energii. Connor i Schwartz zebrali grupę osób praktykujących Reiki, sztukę uzdrawiania rozwiniętą sto lat temu w Japonii. Dokonali pomiarów w okolicy dłoni każdego z uczestników w zmieniających się okresach -  podczas, gdy osoby te kierowały energią  i w czasie, kiedy odpoczywały mając zamknięte oczy.

Następnie para badaczy zgromadziła grupę mistrzów uzdrawiania z pokaźnym dorobkiem pomyślnych uzdrowień. I ponownie wykonali pomiary pola magnetycznego w pobliżu ich dłoni, podczas gdy mistrzowie przekazywali energię i gdy odpoczywali. Następnie porównali wyniki pomiarów praktykujących Reiki z wynikami osób, które  nie zajmują się w żaden sposób uzdrawianiem. Kiedy przeanalizowali dane odkryli, że obydwie grupy uzdrowicieli wykonywały znaczące fluktuacje w bardzo niskich częstotliwościach impulsów pola magnetycznego emanującego z ich dłoni.

Ogromny wzrost oscylacji pola magnetycznego pojawił się za każdym razem, gdy uzdrowiciel zaczynał emanować energię. Jednak najbardziej znaczna ilość energii wypływała z dłoni dominującej. Grupa kontrolna złożona z ludzi, które nie praktykują uzdrawiania, nie wykazywała tego typu efektu. Wówczas Schwartz porównał wyniki grupy ćwiczącej Reiki z wynikami mistrzów uzdrawiania i odkrył kolejną istotną cechę. Mistrzowie generowali średnio o jedna trzecią więcej zmian pola magnetycznego na minutę niż praktykujący Reiki. Wyniki badań wydawały się jasne.

Schwartz i Connor mieli swój dowód, że ukierunkowana intencja manifestuje się zarówno za pomocą energii elektromagnetycznej, jak i magnetycznej. Ale odkryli także, że intencje są, jak gra na fortepianie, musisz nauczyć się jak to robić, i jedni ludzie są w tym lepsi niż inni. Rozważając znaczenie tego wszystkiego, Gary Schwartz pomyślał o sentencji często używanej przez lekarzy, zwłaszcza w nagłych wypadkach: kiedy słyszysz tętent kopyt, nie myśl że to zebry. Innymi słowy, kiedy próbujesz zdiagnozować kogoś fizyczne objawy, najpierw wyklucz najbardziej prawdopodobne przyczyny, a dopiero później rozważ bardziej egzotyczne możliwości. Lubił w ten sam sposób podchodzić do nauki i kwestionował własne odkrycia: czy zwiększenie przez uzdrowicieli oscylacji pola magnetycznego podczas uzdrawiania może być rezultatem pewnych zmian biofizycznych? Wszak skurcze mięśniowe generują pole magnetyczne, tak samo jak przepływ krwi, zwężanie i rozszerzanie naczyń krwionośnych, objętość płynów w organizmie, a nawet przepływ elektrolitów.

Skóra, gruczoły potowe, zmiany temperatury – wszystko to generuje pole magnetyczne. Jego konkluzją było to, że uzdrawianie było rezultatem sumy wielu procesów biologicznych, które pośrednio zależą od magnetyzmu. Jednak stwierdzenie, że uzdrawianie jest efektem magnetyzmu, nie wyjaśnia jego działania zdalnego na dużych odległościach. W niektórych przypadkach uzdrowiciele przesyłają swoja energię na dystans setek kilometrów, a wyniki ich działania wcale nie zmniejszają się wraz z odległością. W jednym z badań na pacjentach chorych na AIDS, których stan się poprawił dzięki zdalnemu uzdrawianiu, wzięło udział 40 uzdrowicieli, którzy z różnych miejsc w Stanach Zjednoczonych przesyłali uzdrawiającą energię pacjentom w San Francisco.

Tak, jak pola elektryczne, tak ten magnetyczne zmniejszają się wraz z odległością. Prawdopodobnie efekty magnetyczne i elektryczne są jednym z aspektów tego procesu, ale nie głównym. Możliwe, że bliżej im do pola kwantowego, zwłaszcza do światła.  Schwartz zaczął rozważać, czy mechanizm tworzenia intencji pochodzi od maleńkich elementów światła emitowanego przez istoty ludzkie.

W latach 70-tych XX-wieku niemiecki fizyk Fritz-Albert Popp natknął się na dowód, że wszystkie żywe istoty, DrFritzPopppocząwszy od najbardziej podstawowych jednokomórkowych roślin, aż po znacznie bardziej skomplikowane, takie jak rodzaj ludzki, stale emitują niewielki strumień fotonów – małych partykuł światła. Nadał temu nazwę emisji biofotonów i wierzył, że odkrył pierwotny kanał komunikacji organizmów żywych – używających światła jako sposobu przesyłania sygnałów sobie wzajemnie oraz otoczeniu.

Przez ponad 30 lat Popp utrzymywał, że owo ulotne promieniowanie, bardziej niż biochemia, jest prawdziwą siłą sterującą organizacją i koordynacją wszystkich procesów w ciele. Fale świetlne oferowały idealny system komunikacji, zdolny niemal natychmiast rozprowadzać informacje po całym organizmie. Używając tych fal, zamiast związków chemicznych, jako mechanizmu komunikacji, rozwiązałyby też główny problem genetyki – to, jak wzrastamy i jaki kształt przybieramy, począwszy od pojedynczej komórki. Wyjaśnia to również, jak nasze organizmy dają sobie radę z zadaniami wykonywanymi przez kilka części ciała jednocześnie.

Popp dowodził, że owo światło musi być niczym potężny kamerton ustanawiający konkretne częstotliwości, które wszystkie molekuły w ciel powinny naśladować.

Herbert_Fröhlich Wielu biologów, takich jak niemiecki biofizyk Herbert Frohlich sugerowało, że pewien typ kolektywnych wibracji sprawia, że proteiny i komórki koordynują swoje aktywności. Mimo to, wszystkie te teorie były ignorowane do czasu odkryć Poppa, w znacznej mierze dlatego, że nie dysponowano sprzętem wystarczająco czułym, aby udowodnić owe tezy. Z pomocą jednego ze swoich studentów Popp skonstruował pierwszą tego typu maszynę – powielacz fotonowy, który wyłapywał światło i zliczał foton za fotonem. Na przestrzeni lat przeprowadził wiele nienagannych doświadczeń, które wykazały, że małe częstotliwości są głównie gromadzone w DNA komórek i z niego emitowane. Intensywność światła w organizmach była stabilna w zakresie od kilku do kilkuset fotonów na sekundę na centymetr kwadratowy powierzchni organizmu żywego, chyba że organizm ten uległ jakiemuś zakłóceniu lub chorobie, a wówczas ulegał wahaniom w górę i w dół.

Sygnały te zawierały ważne informacje o stanie zdrowia ciała i efektach danej terapii. Ofiary raka miały na przykład mniej fotonów. To było niemal tak, jakby ich światło przygasało. Początkowo wyszydzany za swoje teorie Popp został w końcu zauważony przez niemiecki rząd, a także środowiska międzynarodowe. W końcu otworzył Międzynarodowy Instytut Biofizyki złożony z 15 zespołów naukowców z ośrodków z całego świata.

Na początku XXI wieku Instytut ten liczył sobie co najmniej 40 wyróżniających się naukowców. Czy to możliwe, że owe częstotliwości pośredniczyły w procesie uzdrawiania? Schwartz zdawał sobie sprawę, że jeśli chciał przeprowadzić badania nad emisją biofotonów, to najpierw musi wymyśleć, jak się im przyjrzeć. W swoim laboratorium Popp skonstruował skomputeryzowany mechanizm podłączony do pudełka, w którym umieszczał żywą istotę, taka jak na przykład roślina.

Maszyna ta zliczała fotony, a liczbę wyemitowanego światła przedstawiała graficzni4e na wykresie. Jednakże sprzęt ten rejestrował fotony jedynie w całkowitej ciemności. Aż to tej chwili niemożliwe dla naukowców było zaobserwowanie w ciemności blasku żywych istot. Schwartz przemyślał kwestię sprzętu, który pozwoliłby mu zobaczyć to delikatne światło – myślał o supernowoczesnych kamerach i teleskopach wyposażonych w matrycę CCD (charge coupled device).

Ten nadzwyczajnie czuły sprzęt jest obecnie stosowany do fotografowania odległych galaktyk i wychwytuje 70% jakiegokolwiek światła, bez względu na jego ulotność. Matryce CCD są także używane w rządzeniach noktowizyjnych. Jeśli kamera z CCD może wychwycić światło z najodleglejszych gwiazd, to może byłaby też w stanie wyłapać słane światło istot żywych. Jednakże tego typu sprzęt może kosztować setki tysięcy dolarów i zazwyczaj wymaga schłodzenia do temperatury 100 stopni poniżej zera absolutnego, aby wyeliminować jakiekolwiek promieniowanie otoczenia emitowane w temperaturze pokojowej. Ochładzanie kamery pomaga także polepszyć jej czułość na słabe światło.  

Profesor nauk optycznych Kathy Creath z uniwersytetu Schwartza, która dzieliła jego fascynację żywym światłem i jego możliwymi zdolnościami uzdrawiania miała pewien pomysł. Wiedziała, że wydział radiologii Narodowej Fundacji Nauki (NSF) w Tucson posiadał kamerę CCD przystosowana do stosowania w warunkach słabego światła, używana do pomiaru światła emitowanego przez szczury laboratoryjne, którym wstrzyknięto barwniki fosforyzujące. Wysoko zaawansowane kamera niskoszumowa Roper Scientific VersArray 1300B była przechowywana w ciemnym pomieszczeniu w czarnej skrzyni z systemem chłodzenia Cryotifer, który zapewniał temperaturę – 101 stopni Celcjusza. Monitor komputera wyświetlał przekazywane ze skrzyni obrazy. To było właśnie to czego szukali.

Kiedy Creath skontaktowała się z dyrektorem, ten wspaniałomyślnie wyraził zgodę na korzystanie z kamery w okresie jej przestoju. W pierwszym teście Schartz i Creath na czarnej platformie umieścili liść geranium. Wykonali fluorescencyjne fotografie po pięciogodzinnej ekspozycji. Kiedy komputer wyświetlił końcową fotografię, była zdumiewająca: idealny obraz liścia świetle, niczym delikatny cień, ale nieprawdopodobnie szczegółowy, z zarysowana z każdą nawet najmniejsza żyłką. W otoczeniu liścia znajdowały się małe, białe plamki, niczym rozsypana anielska mgła – dowód wysokoenergetycznych promieni kosmicznych. Podczas kolejnych ekspozycji liścia Schwartz użył oprogramowania filtrującego, aby wyeliminować z obrazu promieniowanie otoczenia. Obraz liścia był teraz idealny. Kiedy studiował ostatnie zdjęcie wpatrując się w monitor komputera zrozumiał, że tworzy historię.

Po raz pierwszy naukowcy byli w stanie zaobserwować obraz światła rzeczywiście emanującego z żywej istoty. Teraz dysponując sprzętem, który wychwytywał i rejestrował światło, Schwartz mógł w końcu zbadać, czy intencje uzdrawiające także generują światło. Zorganizował grupę uzdrowicieli i poprosił, aby na 10 minut umieścili swoje dłonie na platformie pod kamerą. Pierwsze surowe obrazy ukazywały ziarnisty poblask o znacznym stopniu rozpikselowania, zbyt nieostre, aby je analizować. Następnie Schwartz spróbował umieścić dłonie uzdrowicieli na białym tle – które odbija światło, zamiast na czarnym – które pochłania światło. Obrazy były tak wyraźne, że zapierało dech w piersiach -strumień światła wypływający z dłoni uzdrowicieli, jak gdyby emanował z ich palców. Schwartz miał teraz swoja odpowiedź na pytanie o naturę świadomej myśli: intencję uzdrawiania tworzą fale światła – a te są jednymi z najbardziej zorganizowanych pośród fal światła odnajdywanych w naturze.  Teoria względności nie była jedynym genialnym spostrzeżeniem Einsteina.

Miał on jeszcze inne zdumiewające dokonanie z roku 1924 po korespondowaniu z mało znanym hinduskim fizykiem zwanym SatyendraSatyendraNathBose Nath Bose, który zastanawiał się nad nową ideą, że światło składa się z małych, wibrujących pakietów zwanych fotonami. Bose w badaniach stwierdził, że w pewnych punktach fotony należy traktować jako identyczne partykuły, W owym czasie nikt mu nie wierzył – nikt z wyjątkiem Einsteina, któremu przesłał swoje obliczenia.

Einsteinowi spodobały się dowody Bosego i wykorzystał swoje wpływy, aby opublikować jego teorię. Zainspirował o n także Einsteina do tego, aby badać czy w pewnych warunkach przy określonej temperaturze atomy gazu, które zazwyczaj wibruję bezładnie w anarchii, mogą zacząć zachowywać się tak samo, synchronicznie, tak jak fotony Bosego.

Einstein zaczął prace nad własnymi wzorami, aby określić, jakie warunki mogą stworzyć to zjawisko. Kiedy przejrzał soje kalkulacje, pomyślał że popełnił błąd w obliczeniach. Albert_Einstein_Head Według uzyskanych rezultatów w pewnych ekstremalnie niskich temperaturach, zaledwie kilku stopni poniżej zera absolutnego, działoby się coś naprawdę dziwnego: atomy, które zwykle poruszają się z różnymi prędkościami, zaczynałyby zwalniać do identycznych poziomów energetycznych.

W stanie tym atomy te traciłyby swoja indywidualność i zaczynałyby wyglądać i zachowywać się jak jeden gigantyczny atom. W całym tym matematycznym zbiorze nie dałoby się ich odróżnić. Jeśli byłaby to prawda, zdał sobie sprawę Einstein, to napotkał właśnie nowy stan materii, o całkowicie nowych właściwościach. Einstein opublikował soje odkrycie i zjawisku temu nadał swoej nazwisko, określając je mianem kondensatu Bose-Eisteina, ale nigdy nie był do końca przekonany, że miał rację.

 

 

Inni fizycy również podchodzili do tego sceptycznie, aż do chwili gdy 70 lat później 5 czerwca 1995 Eric Cornell i Carl Wieman zdołali schłodzić małą serię atomów rubidu do stu siedemdziesięciu miliardowych części stopnia poniżej zera absolutnego. Był to niesamowity wyczyn uwęzienia atomów w sieci światła laserowego i pola magnetycznego. W pewnym momencie grupa około dwóch tysięcy atomów – mierzących około 20 mikronów, czyli jedną piątą kartki papieru – zaczęła zachowywać się zupełnie inaczej od chmury pozostałych otaczających ją atomów, niczym nieco rozmazana, pojedyncza istota. Choć atomy te wciąż stanowiły składową część gazu, to zachowywały się, jak atomy ciała stałego. Ketterle_2_200

Cztery miesiące później Wolfgang Ketterle z Instytutu Technologii w Massachusetts powielił ich eksperyment, ale używając sodu, za swoje prace on oraz Cornell i Wieman dostali w roku 2001 Nagrodę Nobla. Kilka lat później Kettetle i inni byli w stanie odtworzyć ten eksperyment z użyciem cząsteczek. Naukowcy wierzyli, że pewna forma teorii Einsteina i Bosego może mieć zastosowanie dla pewnych dziwnych własności, które zaczęli obserwować w świecie subatomowym: nadpłynności czyli stanu, w którym pewne płyny zachowują płynność bez utraty energii; nadprzewodnictwa, podobnej własności elektronów w obwodzie.

W stanie nadpłynności lub nadprzewodnictwa płyn lub elektrony mogą teoretycznie przepływać stale z tę samą prędkością. Ketterle odkrył jeszcze inna zdumiewającą właściwość atomów lub cząsteczek w tym stanie. Wszystkie atomy oscylują w idealnej harmonii, tak jak fotony w laserze, które zachowują się, jak jeden gigantyczny foton, wibrując w idealnym rytmie. Taka organizacja wymaga niezwykłej wydajności energetycznej. Zamiast przesyłać światło na odległość trzech metrów, laser emituje falę zdolną pokonać dystans trzysta milionów razy większą.

Naukowcy byli przekonani, że kondensat Bose-Ensteina był przedziwną właściwością atomów i molekuł zwalniających pęd na tyle, że znajdowały się niemal w spoczynku, kiedy poddane zostały działaniu temperatury niewiele tylko wyższej niż najniższa temperatura we wszechświecie. Ale wówczas Frtz-Albert Popp i współpracujący z nim naukowcy dokonali zdumiewającego odkrycia, że podobne własności istnieją w słabym świetle emanującym z organizmów. To się wszak nie miało prawa wydarzyć w świecie organizmów żywych. Co więcej biofotony zmierzone u roślin, zwierząt i ludzi były wysoce spójne. Zachowywały się, jak pojedyncze potężne częstotliwości zjawisko określone jako „superpromieniowanie”.

Niemiecki biofizyk Herbert Frohlich jako pierwszy opisał model, w którym może być obecny ten typ uporządkowania i odgrywać główna rolę w systemach biologicznych. Jego model pokazywał, że w skomplikowanych dynamicznych systemach takich, jak istoty ludzkie, wewnętrzna energia tworzy różnorodne subtelne relacje, tak że nie ma w nich już miejsca na dysharmonię. Żywa energia jest w stanie zorganizować się do jednego spójnego stanu o najwyższej formie kwantowego uporządkowania znanego naturze. Kiedy mówimy o cząsteczkach subatomowych jako „spójnych” lub „uporządkowanych” znaczy to, że są one połączone wiązaniami pola elektromagnetycznego i rezonują niczym całe mnóstwo kamertonów dostrojonych do tej samej częstotliwości.

Przestają zachowywać się, jak anarchistyczne jednostki i zaczynają współdziałać niczym dobrze wytrenowana grupa marszowa. Jak powiedział jeden z naukowców spójność jest jak porównanie fotonów pojedynczej 60-watowej żarówki ze słońcem. Zazwyczaj światło jest niezwykle nieefektywne. Intensywność światła żarówki to tylko 1 wat na centymetr kwadratowy światła – ponieważ wiele fal światła tworzonych przez fotony interferują ze sobą w sposób destrukcyjny i wzajemnie się wygasza. Światło wygenerowane przez słońce na centymetr kwadratowy jest mniej więcej sześć tysięcy razy silniejsze. Ale gdyby można byłoby zebrać wszystkie fotony tej małej żarówki i sprawić, aby były ze sobą spójne i rezonowały ze sobą w harmonii, energetyczna gęstość pojedynczej żarówki byłaby tysiące lub miliony razy większa niż powierzchnia słońca.  Po tym, jak Alert Popp dokonał swoich odkryć dotyczących spójnego światła na organizmach żywych, inni naukowcy postulowali, że procesy mentalne także tworzą kondensaty Bose-Einsteina.

Brytyjski fizyk  Roger Pentrose i jego partner, amerykański anestezjolog Stuart Hameroff z Uniwersytetu w Arizonie byli awangardowymi badaczami, którzy sugerowali, że mikrotubule komórkowe, które tworzą podstawy struktury komórek są „świetlnymi przewodami”, przez które nieuporządkowane fale sygnałów SA przekształcane w wysoce koherentne, spójne fotony i przenikają resztę260px-Roger_Penrose-6Nov2005 ciała.

 Gary Schwartz zaobserwował tylko ten spójny strumień emanujący z dłoni uzdrowicieli. Przyglądając się tylko pracy takich badaczy jak Popp i Hameroff, uzyskał w końcu odpowiedź dotyczącą źródła uzdrawiania: jeśli myśli generowane są jako cząsteczki, to intencja uzdrawiająca jest dobrze uporządkowanym światłem. Twórcze eksperymenty Schwartza ujawniły coś fundamentalnego dotyczącego kwantowej struktury myśli i intencji. On  i jego koledzy odkryli bowiem dowód, że istoty ludzkie są zarówno odbiornikami jak i przekaźnikami sygnałów kwantowych. 

Ukierunkowana intencja wydaje się manifestować zarówno jako energia magnetyczna, jak i elektryczna i generuje uporządkowany strumień fotonów widzialnych i mierzalnych za pomocą czułego sprzętu. Być może nasze intencje także funkcjonują jako wysoce spójne częstotliwości zmieniając charakter molekuł i wiązań materii. Jak żadna inna forma spójności w świecie subatomowym, jedna skupiona, ukierunkowana myśl może być niczym światło lasera święcącego bez utraty swej mocy.  

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Facebook
Analytics