Romowe, Odrynki i cisza Galindów
Romowe pojawia się w relacjach Piotr z Dusburga jako centrum duchowe dawnych Prusów. Miejsce świętego gaju, pod którego koroną miał zasiadać najwyższy kapłan — Kriwe. Strażnik ognia, pamięci i porządku świata.
Być może Romowe nigdy nie miało murów.
Być może nie było „pogańskim Watykanem”, jak chcieliby widzieć to kronikarze.
A jednak coś w tej opowieści o wierzeniach dawnych Prus trwa.
Romowe? Historyk powie uczciwie: brak twardych dowodów archeologicznych.
Nie mamy fundamentów świątyni. Nie mamy tabliczek z napisem „tu było Romowe”.
Ale ja mam hipotezę, dany wzór i dawny ryt.
Bałtowie czcili miejsca trudno dostępne. Gaje, wyspy, bagna, wyniesienia pośród mokradeł. Tam, gdzie ziemia stykała się z wodą i mgłą. Gdzie nie wchodził każdy. Gdzie trzeba było chcieć.
W wielu takich miejscach, w całej Europie, nowa religia nakładała na starą własną pieczęć. Na dawnych wzgórzach ofiarnych powstawały kościoły. Na świętych źródłach – kaplice. Chrystianizacja często przejmowała przestrzeń, nie niszcząc jej sakralności, lecz nadając jej nowy język.
Nie znamy miejsca Romowe, w którym później stanęła by bazylika ani klasztor. Nie wskazuje się wzgórza, na którym „tu kiedyś był gaj, a dziś stoi katedra”. Nie ma żadnej czytelnej warstwy nadpisania. Jest cisza z echem przeplatających się wzajemnie domysłow.
Romowe, to jedno z bardzo nielicznych miejsc tradycji pruskiej, które nie zostało jednoznacznie wchłonięte przez architekturę nowej epoki.
Nie zostało ochrzczone kamieniem.
Pozostało w sferze krajobrazu i pamięci. Być może dlatego przetrwało. Lecz przetrwało tylko jako jako idea.
Dlatego legenda o Romowe na wyspie pośród jeziora w Rumach brzmi wiarygodnie symbolicznie — nawet jeśli nie znajduje w pełni potwierdzenia archeologicznego. Nie dlatego, że była tam kamienna świątynia. Lecz dlatego, że taki krajobraz odpowiadał duchowości Prusów. Że wokoło są pozostałości archeologiczne po skupiskach pruskich. Po tradycji, że tam gdzie grody, tam i świątynia.
Kiedy kilka wieków później staję na kładce w Odrynki, prowadzącej przez bagna do prawosławnego skitu, uderza mnie coś prostego: duchowość wybiera ciszę i trudność drogi.
Nie przypadkiem pustelnicy szukali wysp pośród mokradeł.
Nie przypadkiem Kriwe miał rezydować w gaju niedostępnym dla przypadkowych przechodniów. Forma się zmienia. Funkcja pozostaje.
A gdzie w tym wszystkim Galindowie?
Galindia — najbardziej tajemnicza kraina dawnych Prusów. Znikają z kart historii niemal nagle. Część badaczy mówi o migracji, inni o wyniszczeniu. A może o czymś jeszcze bardziej prozaicznym — o rozpłynięciu się kulturowym w innych plemionach.
Dziś ich ślad przykryło milczenie. I to milczenie pasuje do całej tej opowieści bardziej niż monumentalne świątynie. Bo może Romowe nie było budowlą. Może było funkcją.
Może było ideą centrum — osi, która jednoczyła rozproszone plemiona.
Może Kriwe nie był „papieżem pogaństwa”, lecz strażnikiem porządku rytualnego. Koordynatorem kalendarza, ofiar, obrzędów przejścia. Kimś, kto wiedział, kiedy ogień ma płonąć, a kiedy ma zgasnąć. I zgasł.
I może dlatego tak trudno je dziś odnaleźć. Bo bagna nie oddają łatwo swoich tajemnic.
A duchowość pogranicza nigdy nie lubiła rzucania się w oczy.
Czasem mam wrażenie, że Romowe nie tyle zniknęło, ile przeniosło się w inne miejsca: w wyspy ciszy, w gaje, w skity, w odludne zakątki, gdzie człowiek musi przejść- jak to często w życiu bywa- przez drewnianą kładkę nad mokradłem, by dotrzeć do czegoś większego niż on sam.
Historia powie: brak dowodów. Legenda odpowie: poszukaj we właściwym krajobrazie.
Galindia – najbardziej tajemnicza kraina dawnych Prusów znika z kart historii niemal bez śladu. Ich dziedzictwo nie zostawiło monumentalnych budowli. Raczej znajdujesz dziś rozproszone ślady i milczenie. I to milczenie pasuje do całej tej opowieści bardziej niż monumentalne świątynie.
A Galindowie?
Oni przypominają, że nie wszystko, co ważne, musi zostawić po sobie kamień. Czasem wystarczy mgła nad bagnem i świadomość, że ktoś kiedyś uznał to miejsce za święte.
I może to jest najuczciwsza forma pamięci. Bagna nie oddają łatwo swoich tajemnic.
A duchowość pogranicza rzadko daje się zamknąć w murach.
Może więc Romowe nie tyle zniknęło, ile ocalało — właśnie dlatego, że nie zostało nadpisane. Ast slaptī, kurī tu ne suprāsi.







