Świątynia księżyca cz.1

"Świątynia Księżyca" cz.1

"Świątynią księżyca" nazwaliśmy jeden z kamiennych kręgów leżących na terenie Białowieży. Tytuł może być bardziej lub mniej trafny, ale trudno mówić o trafności na samym początku badań.

Grupa nasza postanowiła przeprowadzić szereg badań, aby ustalić poprzez wizje historię tego miejsca.  W miejsce zaprowadził nas Tomasz Onikijuk - badacz oraz reżyser filmów o miejscach hajnowszczyzny, oraz współreżyser Bogusława Czarkowska.

Do grupy badawczej zaprosiłem ekstrasensów, którzy mogą coś wnieść ze swojego doświadczenia i pomóc określić skąd na tym terenie wzięło się to skupisko kamieni nazwane roboczo "Świątynią Księżyca" - czy to przypadek uformował kręgi, a może czyjaś fantazja, .... a być może są to jednak kręgi oryginalne, spełniające w dawnej kulturze społeczne znaczenie. Ekstrasensi to Jola Żytkiewicz, Beata Tokarska, Emilia Białczak, oraz Geb i ja.

Ponieważ Tomasz nikomu o tym miejscu wcześniej nie mówił, chcielibyśmy aby jego położenie do czasu wyjaśnienia wszystkich wątpliwości, zgodnie z wolą Tomka pozostało tajne.

 

Jola (wizja na miejscu kręgów, 25.09.2014):

"W wizji wewnętrznej będąc tam na miejscu zobaczyłam tarasy od najniżej położonych do najwyżej. Tarasy o szerokości drogi jednopasmowej ułożone z dużych i mniejszych kamieni otaczających koliście najwyżej położony punkt centralny na którym leżał sporej wielkości kamień. To ten sam kamień na którym znaki zobaczył Pan Tomek. To miejsce było osadą w której obrabiano kamienie nanosząc na kamienie znaki i malując ich obrzeża specyficzną farbą dającą odblask gdy się na te znaki patrzyło. W punkcie centralnym (tam gdzie jest ten kamień) znajdował się płynący z ziemi strumień energii uszlachetniającej te znaki to znaczy wtapiającej je w te kamienie na stałe, którym je okadzano na sam koniec tego procesu "produkcji" w tym miejscu.

Na platformach /tarasach/ pracowali ludzie dobrze zbudowani, …silni, obrabiający kamień. Mówili, że są wolnym ludem. Ludzie Ci ryli na kamieniach znaki. Wyryte kamienie udawały się w miejsce gdzie nakładano na brzegi wyrytych znaków farbę o specjalnym składzie. Ten skład farby powodował różne odbicia jak lustro gdy się na te znaki patrzyło. Kamienie z wyrytymi znakami i pomalowane farbą wzdłuż tych znaków służyły do zabezpieczania przed urokiem, do zdejmowania czarów, uzdrawiania, do powrotu po plagach do zdrowia ludzi mieszkających na różnych obszarach.
Kamienie te były dostarczane w różne miejsca siedlisk ludzkich. Zwodzono je z góry na dół sztucznym strumieniem.
Do tego miejsca przychodzili też sami ludzie po mniejsze kamienie z tymi znakami. Dostawali je od tych którzy te kamienie obrabiali w oparciu o ich historię choroby czy kłopotów. W sumie każdy kto rył te znaki mógł doskonale dopasować te kamienie do osoby potrzebującej wsparcia i pomocy. Zatem byli znawcami tej sztuki chociaż przybywali w to miejsce z różnych osad gdzie brak było dla nich zajęcia. Często w rodzinnych osadach uważano ich za przygłupów, niezrozumiałych ale uwrażliwionych na inne energie. Oni byli przeznaczeni do innych zadań i w osadach o tym wiedziano chociaż ich nie rozumiano.

W tym miejscu brakowało jakiejkolwiek osoby zarządzającej…. Każdy robił to co czuł, w świetle obrabiania tych kamieni ze znakami, pokrywając je na obrzeżach świecąca farbą, która dawała lustrzane odbicie, do środka tego kogoś tak by wiedział co i jak zrobić oraz dlaczego. W dzisiejszym języku byśmy powiedzieli, że to były święte kamienie odczyniające uroki, zdejmujące zaklęcia, odczyniające choroby itd. 
Gdy to piszę widzę jednak obraz kultu Słońca i Księżyca bo często patrzyli w górę za dnia, w słońce i składali ręce. W dzisiejszych czasach byśmy powiedzieli, że składali ręce jak do modlitwy. Nocą robili to samo składając pokłon w kierunku Księżyca. Wygląda na to, że był to lud prasłowiański ale miało prawo być inaczej."

 

Beata (wizja zdalna, piątek 26 września, w południe):

"Stałam wewnątrz kamiennego kręgu. To "wnętrze" było jasne, dookoła ciemność i dużo różnych postaci, duchów, dusz...

Stoją poza kręgiem, nie potrafią wejść do środka, nie mogą.
Są mroczne i puste, chcą, by im pomóc...
Niektóre niemo i smutno patrzą, inne są bardziej aktywne.
Gdy podeszłam do brzegu kręgu dwie lub trzy chciały, żebym przeszła na ich stronę.
Prosiły o modlitwę - nikt się za nich nie modli.
Mogli tam być przyciągani jeńcy ale tylko wybrani (to są te najciemniejsze postacie).
Mam wrażenie, że na jednym z kamieni, największym były składane skrwawione ciała.
Gdy nie było tam mężczyzn - kobiety przynosiły martwe dzieci.
To nie było miejsce zabijania.
Te postacie dookoła kręgu kamieni czekają na przejście na drugą stronę. Tylko to miejsce znają, jako odpowiednie."

 Czytaj "Świątynia Księżyca" cz.2 

 

Tomasz Onikijuk oraz Bogusława Czarkowska

Add comment


Security code
Refresh

Facebook