pixel Cech NiH Uzdrawianie a światło | NLP Coaching Hipnoza- Grzegorz Halkiew (zaświadczenia MEN)

Uzdrawianie a światło

Uzdrawianie a światło

zdrawianie a światło

Stwierdzenie, że uzdrawianie jest efektem magnetyzmu, nie wyjaśnia jego działania zdalnego na dużych odległościach. W niektórych przypadkach uzdrowiciele przesyłają swoja energię na dystans setek kilometrów, a wyniki ich działania wcale nie zmniejszają się wraz z odległością.

W jednym z badań na pacjentach chorych na AIDS, których stan się poprawił dzięki zdalnemu uzdrawianiu, wzięło udział 40 uzdrowicieli, którzy z różnych miejsc w Stanach Zjednoczonych przesyłali uzdrawiającą energię pacjentom w San Francisco. Tak, jak pola elektryczne, tak też i pola magnetyczne zmniejszają się wraz z odległością. Prawdopodobnie efekty magnetyczne i elektryczne są jednym z aspektów tego procesu, ale na pewno nie głównym. Możliwe, że bliżej im do pola kwantowego, zwłaszcza do światła.

 

DrFritzPopp

Schwartz zaczął rozważać, czy mechanizm tworzenia intencji pochodzi od maleńkich elementów światła emitowanego przez istoty ludzkie. W latach 70-tych XX-wieku niemiecki fizyk Fritz-Albert Popp natknął się na dowód, że wszystkie żywe istoty, począwszy od najbardziej podstawowych jednokomórkowych roślin, aż po znacznie bardziej skomplikowane, takie jak rodzaj ludzki, stale emitują niewielki strumień fotonów – małych partykuł światła. Nadał temu nazwę emisji biofotonów i wierzył, że odkrył pierwotny kanał komunikacji organizmów żywych – używających światła jako sposobu przesyłania sygnałów sobie wzajemnie, oraz otoczeniu.

Przez ponad 30 lat Popp utrzymywał, że owo ulotne promieniowanie, bardziej niż biochemia, jest prawdziwą siłą sterującą organizacją i koordynacją wszystkich procesów w ciele. Fale świetlne oferowały idealny system komunikacji, zdolny niemal natychmiast rozprowadzać informacje po całym organizmie. Używając tych fal, zamiast związków chemicznych, jako mechanizmu komunikacji, rozwiązałyby też główny problem genetyki – to, jak wzrastamy i jaki kształt przybieramy, począwszy od pojedynczej komórki. Wyjaśnia to również, jak nasze organizmy dają sobie radę z zadaniami wykonywanymi przez kilka części ciała jednocześnie. Popp dowodził, że owo światło musi być niczym potężny kamerton ustanawiający konkretne częstotliwości, które wszystkie molekuły w ciele powinny naśladować.

Herbert_Fröhlich

Wielu biologów, takich jak niemiecki biofizyk Herbert Frohlich sugerowało, że pewien typ kolektywnych wibracji sprawia, że proteiny i komórki koordynują swoje aktywności. Mimo to, wszystkie te teorie były ignorowane do czasu odkryć Poppa, w znacznej mierze dlatego, że nie dysponowano sprzętem wystarczająco czułym, aby udowodnić owe tezy.

Z pomocą jednego ze swoich studentów Popp skonstruował pierwszą tego typu maszynę – powielacz fotonowy, który wyłapywał światło i zliczał foton za fotonem. Na przestrzeni lat przeprowadził wiele nienagannych doświadczeń, które wykazały, że małe częstotliwości są głównie gromadzone w DNA komórek i z niego emitowane. Intensywność światła w organizmach była stabilna w zakresie od kilku do kilkuset fotonów na sekundę na centymetr kwadratowy powierzchni organizmu żywego, chyba że organizm ten uległ jakiemuś zakłóceniu lub chorobie, a wówczas ulegał wahaniom w górę i w dół. Sygnały te zawierały ważne informacje o stanie zdrowia ciała i efektach danej terapii. Ofiary raka miały na przykład mniej fotonów. To było niemal tak, jakby ich światło przygasało.
Początkowo wyszydzany za swoje teorie Popp został w końcu zauważony przez niemiecki rząd, a także środowiska międzynarodowe. W końcu otworzył Międzynarodowy Instytut Biofizyki złożony z 15 zespołów naukowców z ośrodków z całego świata. Na początku XXI wieku Instytut ten liczył sobie co najmniej 40 wyróżniających się naukowców.

Czy to możliwe, że owe częstotliwości pośredniczyły w procesie uzdrawiania? Schwartz zdawał sobie sprawę, że jeśli chciał przeprowadzić badania nad emisją biofotonów, to najpierw musi wymyśleć, jak się im przyjrzeć. W swoim laboratorium Popp skonstruował skomputeryzowany mechanizm podłączony do pudełka, w którym umieszczał żywą istotę, taka jak na przykład roślina. Maszyna ta zliczała fotony, a liczbę wyemitowanego światła przedstawiała graficznie na wykresie. Jednakże sprzęt ten rejestrował fotony jedynie w całkowitej ciemności. Aż to tej chwili niemożliwe dla naukowców było zaobserwowanie w ciemności blasku żywych istot.

Schwartz przemyślał kwestię sprzętu, który pozwoliłby mu zobaczyć to delikatne światło – myślał o supernowoczesnych kamerach i teleskopach wyposażonych w matrycę CCD (charge coupled device).

Ten nadzwyczajnie czuły sprzęt jest obecnie stosowany do fotografowania odległych galaktyk i wychwytuje 70% jakiegokolwiek światła, bez względu na jego ulotność. Matryce CCD są także używane w rządzeniach noktowizyjnych. Jeśli kamera z CCD może wychwycić światło z najodleglejszych gwiazd, to może byłaby też w stanie wyłapać słane światło istot żywych. Jednakże tego typu sprzęt może kosztować setki tysięcy dolarów i zazwyczaj wymaga schłodzenia do temperatury 100 stopni poniżej zera absolutnego, aby wyeliminować jakiekolwiek promieniowanie otoczenia emitowane w temperaturze pokojowej. Ochładzanie kamery pomaga także polepszyć jej czułość na słabe światło.

Profesor nauk optycznych Kathy Creath z uniwersytetu Schwartza, która dzieliła jego fascynację żywym światłem i jego możliwymi zdolnościami uzdrawiania miała pewien pomysł. Wiedziała, że wydział radiologii Narodowej Fundacji Nauki (NSF) w Tucson posiadał kamerę CCD przystosowana do stosowania w warunkach słabego światła, używana do pomiaru światła emitowanego przez szczury laboratoryjne, którym wstrzyknięto barwniki fosforyzujące. Wysoko zaawansowane kamera niskoszumowa Roper Scientific VersArray 1300B była przechowywana w ciemnym pomieszczeniu w czarnej skrzyni z systemem chłodzenia Cryotifer, który zapewniał temperaturę – 101 stopni Celcjusza. Monitor komputera wyświetlał przekazywane ze skrzyni obrazy. To było właśnie to czego szukali. Kiedy Creath skontaktowała się z dyrektorem, ten wspaniałomyślnie wyraził zgodę na korzystanie z kamery w okresie jej przestoju.

W pierwszym teście Schartz i Creath na czarnej platformie umieścili liść geranium. Wykonali fluorescencyjne fotografie po pięciogodzinnej ekspozycji. Kiedy komputer wyświetlił końcową fotografię, była zdumiewająca: idealny obraz liścia w świetle, niczym delikatny cień, ale nieprawdopodobnie szczegółowy, z zarysowaną każdą nawet najmniejszą żyłką. W otoczeniu liścia znajdowały się małe, białe plamki, niczym rozsypana mgła – dowód wysokoenergetycznych promieni kosmicznych. Podczas kolejnych ekspozycji liścia Schwartz użył oprogramowania filtrującego, aby wyeliminować z obrazu promieniowanie otoczenia. Obraz liścia był teraz idealny.

Kiedy studiował ostatnie zdjęcie wpatrując się w monitor komputera zrozumiał, że tworzy historię. Po raz pierwszy naukowcy byli w stanie zaobserwować obraz światła rzeczywiście emanującego z żywej materii.

Teraz dysponując sprzętem, który wychwytywał i rejestrował światło, Schwartz mógł w końcu zbadać, czy intencje uzdrawiające także generują światło. Zorganizował grupę uzdrowicieli i poprosił, aby na 10 minut umieścili swoje dłonie na platformie pod kamerą. Pierwsze surowe obrazy ukazywały ziarnisty poblask o znacznym stopniu rozpikselowania, zbyt nieostre, aby je analizować. Następnie Schwartz spróbował umieścić dłonie uzdrowicieli na białym tle – które odbija światło, zamiast na czarnym – które pochłania światło. Obrazy były tak wyraźne, że zapierało dech w piersiach -strumień światła wypływający z dłoni uzdrowicieli, jak gdyby emanował z ich palców. Schwartz miał teraz swoja odpowiedź na pytanie o naturę świadomej myśli: intencję uzdrawiania tworzą fale światła – a te są jednymi z najbardziej zorganizowanych pośród fal światła odnajdywanych w naturze.

Einstein oraz…..

SatyendraNathBose

Teoria względności nie była jedynym genialnym spostrzeżeniem Einsteina. Miał on jeszcze inne zdumiewające dokonanie z roku 1924 po korespondowaniu z mało znanym hinduskim fizykiem zwanym Satyendra Nath Bose, który zastanawiał się nad nową ideą, że światło składa się z małych, wibrujących pakietów zwanych fotonami. Bose w badaniach stwierdził, że w pewnych punktach fotony należy traktować jako identyczne partykuły, W owym czasie nikt mu nie wierzył – nikt z wyjątkiem Einsteina, któremu przesłał swoje obliczenia.

Einsteinowi spodobały się dowody Bosego i wykorzystał swoje wpływy, aby opublikować jego teorię. Zainspirował Bose także Einsteina do tego, aby badać czy w pewnych warunkach przy określonej temperaturze atomy gazu, które zazwyczaj wibrują bezładnie w anarchii, mogą zacząć zachowywać się tak samo, synchronicznie, tak jak fotony Bosego. Einstein zaczął prace nad własnymi wzorami aby określić, jakie warunki mogą stworzyć to zjawisko. Kiedy przejrzał swoje kalkulacje pomyślał, że popełnił błąd w obliczeniach.

Albert_Einstein_HeadWedług uzyskanych rezultatów w pewnych ekstremalnie niskich temperaturach, zaledwie kilku stopni poniżej zera absolutnego, działoby się coś naprawdę dziwnego: atomy, które zwykle poruszają się z różnymi prędkościami, zaczynałyby zwalniać do identycznych poziomów energetycznych. W stanie tym atomy te traciłyby swoja indywidualność i zaczynałyby wyglądać i zachowywać się jak jawę, że jeśli byłaby to prawda, to zaobserwował właśnie nowy stan materii, o całkowicie nowych właściwościach.

 

Einstein opublikował swoje odkrycie i zjawisko określił mianem kondensatu Bose-Eisteina, pomimo że nigdy nie był do końca przekonany, że miał rację. Inni fizycy również podchodzili do tego sceptycznie, aż do chwili gdy 70 lat później 5 czerwca 1995 Eric Cornell i Carl Wieman zdołali schłodzić małą serię atomów rubidu do stu siedemdziesięciu miliardowych części stopnia poniżej zera absolutnego. Był to niesamowity wyczyn uwięzienia atomów w sieci światła laserowego i pola magnetycznego. W pewnym momencie grupa około dwóch tysięcy atomów – mierzących około 20 mikronów, czyli jedną piątą kartki papieru – zaczęła zachowywać się zupełnie inaczej od chmury pozostałych, otaczających ją atomów, niczym nieco rozmazana, pojedyncza istota. Choć atomy te wciąż stanowiły składową część gazu, to zachowywały się jak atomy ciała stałego.
Ketterle_2_200

Cztery miesiące później Wolfgang Ketterle z Instytutu Technologii w Massachusetts powielił ich eksperyment, ale używając sodu, za swoje prace on oraz Cornell i Wieman dostali w roku 2001 Nagrodę Nobla. Kilka lat później Ketterle i inni byli w stanie odtworzyć ten eksperyment z użyciem cząsteczek.

Naukowcy wierzyli, że pewna forma teorii Einsteina i Bosego może mieć zastosowanie dla pewnych dziwnych własności, które zaczęli obserwować w świecie subatomowym- nadpłynności, czyli stanu w którym pewne płyny zachowują płynność bez utraty energii; nadprzewodnictwa, podobnej własności elektronów w obwodzie. W stanie nadpłynności lub nadprzewodnictwa płyn lub elektrony mogą teoretycznie przepływać stale z tę samą prędkością.

Ketterle odkrył jeszcze inna zdumiewającą właściwość atomów lub cząsteczek w tym stanie. Wszystkie atomy oscylują w idealnej harmonii, tak jak fotony w laserze, które zachowują się, jak jeden gigantyczny foton, wibrując w idealnym rytmie. Taka organizacja wymaga niezwykłej wydajności energetycznej. Zamiast przesyłać światło na odległość trzech metrów, laser emituje falę zdolną pokonać dystans trzysta milionów razy większą.

Naukowcy byli przekonani, że kondensat Bose-Ensteina był przedziwną właściwością atomów i molekuł zwalniających pęd na tyle, że znajdowały się niemal w spoczynku, kiedy poddane zostały działaniu temperatury niewiele tylko wyższej niż najniższa temperatura we wszechświecie. Ale wówczas Fritz-Albert Popp i współpracujący z nim naukowcy dokonali zdumiewającego odkrycia, że podobne własności istnieją w słabym świetle emanującym z organizmów. To się wszak nie miało prawa wydarzyć w świecie organizmów żywych. Co więcej biofotony zmierzone u roślin, zwierząt i ludzi były wysoce spójne. Zachowywały się, jak pojedyncze potężne częstotliwości zjawisko określone jako superpromieniowanie.

czytaj więcej >>> /uporzadkowanie-strumienia-swiatla/

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Facebook
Analytics