pixel Cech NiH Antropozofia, a hipnoza. Rudolf Steiner. | NLP Coaching Hipnoza- Grzegorz Halkiew (zaświadczenia MEN)

Antropozofia, a hipnoza. Rudolf Steiner.

Zdarza się, że spotykam się z uwagami, że antropozofia (Rudolf Steiner) krytycznie odnosi się do hipnozy. Zgodnie z tym co wiem i z tym co przeczytałem, jest to bezpodstawne twierdzenie. Poniżej przedstawiam zdanie R. Steinera przedstawione w książce Przejawy Karmy, Wyd.Genesis 1997.

Miłość i światło stanowią dwa komponenty, które przenikają wszelki byt ziemski - miłość jako ziemski byt duszy, światło jako materialny byt ziemski. Oba te elementy domagają się pośrednika, który wplata jeden w drugi, wplata światło w miłość. Musi to być moc, która da światłu możliwość największego rozprzestrzenienia, która pozwala wniknąć elementowi światła w element miłości. Takie właściwości mają jestestwa lucyferyczne. Są one czynne wszędzie tam, gdzie nasze wnętrze, które jest właściwie utkane z miłości, wiąże się ze światłem, a ze światłem mamy do czynienia wszędzie, przy jakimkolwiek bycie materialnym. W to, co jest utkane z miłości, wciska się element lucyferyczny. I tylko ten element może sprawić, że miłość nie jest całkowitym oddaniem się, ale przeniknięta zostaje mądrością. Bowiem, sama miłość bez mądrości byłaby siłą za którą człowiek nie mógłby być odpowiedzialny.

Poprzez tę mądrość miłość staje się siłą jaźni.

Jednak miłość przeniknięta elementem lucyferycznym, którym zostaje zaimpregnowana materialność, jest przyczyną choroby działającej od wewnątrz. Zgodnie z karmiczną prawidłowością, skutek jakiegoś czynu pochodzącego od Lucyfera wyżywa się karmicznie tak, że to co ma prowadzić do przezwyciężenia tego skutku, znajduje swój wyraz w bólu.

Aby pomóc choremu, który ma lucyferyzm w sobie jako przyczynę choroby, musimy go usunąć. Została, bowiem zanieczyszczona miłość. Choremu musimy dostarczyć miłość poprzez czyn przepojony miłością. Taki charakter prowadzania miłości mają wszystkie działania lecznicze opierające się mniej lub bardziej na procesie, który można nazwać psychicznym procesem leczniczym. To, co stosujemy w tym wypadku, wiąże się zawsze w jakiejś formie z doprowadzeniem miłości. Miłość działa na ludzi jak balsam. Do miłości można sprowadzić wszystkie działania lecznicze, w których uruchamiamy proste czynniki psychiczne, gdy np.; za naszą sprawa dzieje się choćby to, że stan przygnębienia danego człowieka ustępuje. Wszystko to ma swój impuls w miłości - od prostych procesów leczniczych począwszy aż do tego, co określane jest słowem magnetyzmu.

Między uzdrawiającym, a uzdrawianym dokonuje się, gdybyśmy mieli użyć określenia stosowanego w fizyce, wymiana energii. To co żyje w człowieku uzdrawiającym, a więc pewne procesy w ciele eterycznym, zostaje użyte w taki sposób, że u człowieka uzdrawianego powstaje pewien rodzaj biegunowego napięcia wywołanego tym, że procesy w ciele eterycznym uzdrawiającego wchodzą w pewien stosunek z tym, który ma być uzdrawiany. Wywołana tu zostaje biegunowość, podobnie jak w pewnym abstrakcyjnym sensie, kiedy wytworzony zostaje pewien rodzaj elektryczności dodatniej i pojawia się odpowiadająca jej elektryczność ujemna. Tak więc przy tego rodzaju leczeniu wywołana zostaje biegunowość. Biegunowość tą należy ujmować, w najwyższej mierze, jako czyn ofiarny.

W rzeczywistości w nas samych wywołujemy pewien czyn, który ma mieć znaczenie również dla innych. W przeciwnym razie nie byłoby to niczym więcej, jak tylko wywołaniem jakiegoś procesu w nas samych. W obecnym zaś wypadku proces ten ma służyć temu, aby w drugim człowieku wywołać biegunowość, w stosunku do procesu, jaki wywołaliśmy w sobie. Biegunowość ta uwarunkowana jest tym, że uzdrawiający i uzdrawiany wchodzą ze sobą w pewnym sensie w kontakt. Wywołuje ona w uzdrawianym człowieku proces, będący w najwyższym sensie ofiarowaniem siły, która jest niczym innym, jak przeobrażoną siłą miłości. W gruncie rzeczy siła działająca przy takich psychicznych uzdrowieniach jest siłą miłości przeobrażoną w jakąkolwiek formę. Jeżeli u podłoża leczenia nie ma tej siły, to nie może to prowadzić do właściwego celu.

Procesy miłości nie zawsze muszą przebiegać w stanie zwykłej świadomości. Przebiegają one również w warstwach podświadomych, nawet w tym, co uważamy za technikę procesów uzdrawiających, a nawet w sposobie, w jaki wykonuje się np.; ruchy rękami. Nawet w tym, jak te ruchy ujęte są w pewien techniczny system, tkwi już to, że są obrazem czynu ofiarnego. A zatem nawet tam, gdzie w procesie leczniczym nie dostrzegamy tego związku, kiedy nie widzimy tego, co w rzeczywistości robi leczący, tkwi jednak czyn przepojony miłością, nawet jeżeli jest zupełnie przeobrażony w technikę.

(wytłuszczenie tekstu- Grzegorz Halkiew)

Antropozofia współczesna już dawno minęła się z myślą steinerowską - stając się jeszcze jedną dziwną sektą kierującą się mało przejrzystymi zamiarami, bliższą New Age niż rozwojowi osobistemu.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Facebook
Analytics