pixel Cech NiH NeuroTransgresja Kwantowa

Kwantowa Hipnoterapia Duszy - wstęp do technik uzdrawiania

 

Częstotliwości drgań energii naszych dusz wypełnionych oczekiwaniami, jak i częstotliwości naszych ciał fizycznych nie są zazwyczaj zestrojone wzajemnie ze sobą. Ciało fizyczne ma swoją pamięć komórkową, nawyki i przyjemności; ciało emocjonalne duszy swoje, a ciało mentalne i jaźni ducha jeszcze inne. Podejrzewam, że oczekiwania wyższego JA, też nie do końca jest spójne z tym, co wyprawia na Ziemi Twoja dusza, która nieustannie podlega różnym rodzajom uwiedzenia przez Świat.

Ponieważ oczekiwania wielu Twoich pod osobowości, zamieszkujących do tego poszczególne różne Twoje ciała, mogą się od siebie znacznie różnić - wywołuje to czasami wewnętrzny dysonans, blokady i w konsekwencji - rezultaty życia odmienne od oczekiwanych.

Możesz wówczas doświadczać oporu pomiędzy tymi pod osobowościami lub wręcz jawnego konfliktu i swojego rodzaju oddzielania duszy od ciała. A taki dysonans prowadzi do życiowych traum, bólu, rozczarowania jak i żalu. Idziesz wówczas przez życie niepewnym krokiem, bez przekonania, bez pełnej mocy. Ciało stawia opór myślom, a myśli uczuciom. Stajesz się na wiele sposobów zagubiony. Zaczynasz rezygnować z marzeń, popadasz w choroby, czujesz że Twoje życie powinno być inne. I niektórzy umierają w nadziei, że więcej już żyć nie będą.

Czy masz takie poczucie, że Twoje wnętrze - dusza, duch i ciało nie są zestrojone wzajemnie? Czy czasami czujesz się pozbawiony ugruntowania, zrozumienia i całkowicie wyobcowany tak?  

I wówczas zaczynasz myśleć, czy jest sposób na to, by odzyskać siebie, siebie prawdziwego i spełnionego? Czy naprawdę jedynym wyjściem jest śmierć i ucieczka od życia?

Jest taka metoda Quantum Soul Hypnotherapy (QSH), która pozwala w pełni odzyskać siły witalne, odzyskać przed urodzeniowe zasoby, jak i rozbudzić w sobie to, co innym już przynosi korzyści.

Zobacz, przecież choć każdy człowiek ma życiowe kłopoty, to jednych to niszczy, a innych wzbogaca. I nie tylko chodzi o metaforyczne rozumienie powiedzenia o szklance, czy jest w połowie pełna, czy w połowie pusta. To też jest istotne, ale Ty wiesz że chodzi o coś znacznie więcej.

Ale zacznijmy od początku. Tym początkiem niech będzie kot i kolejna historia z pogranicza życia i śmierci.

Nie wiem dlaczego naukowcy nieustannie prowadzą swoje badania na zwierzętach. Ja jestem temu przeciwny, ale o tym przypadku zacytuję, bo jest to eksperyment czysto hipotetyczny.

Erwin Schrödinger wymyślił urządzenie oddziałujące na kota, zamkniętego w pojemniku z trucizną np. z trującym gazem. Do szczelnego pojemnika wkładamy: żywego kota, źródło promieniotwórcze w postaci jednego atomu, który może wyemitować cząstkę promieniowania jonizującego oraz detektor promieniowania np. licznik Geigera-Müllera, który w chwili wykrycia cząstki uwalnia trujący gaz. Po zamknięciu pojemnika po pewnym czasie istnieje 50% prawdopodobieństwo, że kot jest martwy i takie samo prawdopodobieństwo, że jest nadal żywy. Tak sugerowałby tzw. zdrowy rozsądek. Jeśli nastąpi radioaktywny rozpad i licznik go zarejestruje, zostanie uruchomiony mechanizm, który uwolni truciznę, wtedy kot zginie. Jeśli rozpad nie będzie miał miejsca, zwierzę nadal będzie cieszyło się życiem.

Z opisu kwantowo-mechanicznego wynika jednak coś innego – przed otwarciem pojemnika kot jest jednocześnie i martwy, i żywy. Jako obiekt kwantowy, znajduje się on równocześnie w każdym z możliwych stanów tzw. superpozycji. Dopiero otwarcie pojemnika i sprawdzenie jego zawartości redukuje układ do jednego stanu – następuje załamanie funkcji falowej kota, i dopiero w momencie poczynienia obserwacji kot przyjmuje jeden, konkretny stan. W tym przypadku są tylko dwa możliwe stany - kot jest martwy albo żywy.

Zgodnie z regułami tzw. interpretacji kopenhaskiej, do momentu przeprowadzenia pomiaru, tzn. stwierdzenia, co dzieje się z kotem, jego stan jest fundamentalnie nieokreślony – kot jest jednocześnie i żywy i martwy. Fizycy mówią o superponowanym stanie żywego i martwego kota. Dopiero pomiar rozstrzygnie jego losy. Występowanie superpozycji stanów jest zjawiskiem powszechnym w świecie mikroskopowych obiektów.

Eksperyment kłóci się jakby ze zdrowym rozsądkiem, co wynika z faktu, że jest niemożliwy do przeprowadzenia w świecie makroskopowym. Przedmioty dostępne nam do obserwacji w naszej skali składają się z obiektów podlegających prawom mechaniki kwantowej. Jednak, ze względu na bardzo dużą liczbę tych obiektów, ich poszczególne stany uśredniają się, nie pozwalając obserwować efektów kwantowych. Ale czy na pewno takie zjawiska tzw. superpozycji nie występują w naszym codziennym życiu?

Wiesz, ja tego doświadczam często. Pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy, to gra w toto-lotka. Co pewien czas wypełniam kupon. Robię to z wykorzystaniem wszelkich technik postrzegania podprogowego w wyniku czego w zasadzie nic nie świadczy o tym, że mógłbym nie zostać tym milionerem w wyniku gry losowej. Więc jestem milionerem i czuje się jak milioner,… dopóki nie sprawdzę wylosowanych liczb. I wówczas okazuje się, …że tym razem też jednak nic z tego.

Czy znasz takie uczucie, gdy ciągle się starasz, doskonalisz i wiele z siebie wkładasz, a wynik nieustannie jest negatywny? A w tym czasie to samo przychodzi innym z łatwością. I nasuwa się co najmniej jedno pytanie: dlaczego tak jest?

A jeśli masz naturę wojownika, zadasz sobie również i drugie pytanie: czy da się to zmienić?

Eksperyment, zwany doświadczeniem „podwójnej szczeliny” dotyczy rzutowania kwantowych cząsteczek przez barierę posiadającą dwa małe otwory oraz badania sposobu, w jaki są wykrywane po przejściu przez szczeliny. Zdrowy rozum wskazuje, że gdy zaczynają lot z jednej strony jako cząsteczki, powinny przemieszczać się na całym odcinku eksperymentu w tej formie i kończyć go również jako cząsteczki w obszarze ograniczonym prześwitem szczelin.

Jednak eksperyment wskazuje na coś zgoła odmiennego. Cząsteczki zamiast uderzać w ekran w dwóch obszarach, lądują na całej jego powierzchni, tworząc wzór pasków- niektóre z nich znajdują się rzeczywiście w obszarze szczelin, lecz pozostałe znajdują się tam, gdzie byśmy się ich zupełnie nie spodziewali.

 

Jak to możliwe?

 

Dla fizyków lat dwudziestych mogło oznaczać to tylko jedno - fale.

Fale mogą się rozdzielać i łączyć.

Fale po przejściu przez dwie szczeliny rozczepiły by się na dwie części. Obie fale skrzyżowały by się ze sobą po drugiej stronie szczeliny. Ich szczyty i dołki łączyły by się dając wyższe szczyty w jednych miejscach i głębsze dołki w innych miejscach. Mogłyby też się wzajemnie kasować. Jeśli wysokość odpowiadałaby jasności na ekranie, szczyty i dołki utworzyłyby paski - tak zwany wzór interferencyjny. Czy elektrony będące cząstkami mogłyby tworzyć właśnie taki wzór? Gdy wykonano te doświadczenia w latach dwudziestych naukowcy nie mogli zrozumieć takiego falowego zachowania.

Wyniki badań nad funkcją falową zainspirowały lubiącego wszystko wiedzieć Schrödingera do poszukiwania równania i odpowiedzi na pytanie: czym jest funkcja falowa? Max Born – niemiecki fizyk podał jeszcze w tym samym 1926 roku, proponowaną przez Schrödingera, statystyczną interpretację funkcji falowej. Born powiedział, że fala to nie są rozsmarowane elektrony ani nic innego, z czym do tej pory spotkano się w nauce. Jest ona czymś szczególnym - falą prawdopodobieństwa. Argumentował, że rozmiar fali w dowolnym miejscu określa prawdopodobieństwo znalezienia tam elektronu. Miejsce gdzie fala jest duża nie jest tym miejscem, gdzie znajduje się większa część elektronów, ale tym, gdzie jest największe prawdopodobieństwo ich znalezienia. Elektron jest gmatwaniną różnych możliwości - nie można spytać się, gdzie znajduje się w danej chwili elektron, można zaś spytać - jeśli szukam elektronu w tej części przestrzeni, to jakie jest prawdopodobieństwo, że go tam znajdę?

Jeśli rzucisz jeden elektron, nigdy nie będziesz mógł przewidzieć, gdzie on wyląduje. Jeśli jednak skorzystasz z równania Schrödingera aby znaleźć falę prawdopodobieństwa elektronu, możesz przewidzieć z dużą pewnością, że jeśli wyrzucisz dostatecznie dużą ilość elektronów, to powiedzmy 33,33 z nich wyląduje w określonej przestrzeni, 7,9% wyląduje w innej itd.

Co wynika z tego dla nas? Ano to, że życie to zbiór prawdopodobieństw. Czy ten zbiór prawdopodobieństw nie przypomina Tobie życia poszczególnych ludzi? Gdy spojrzymy w kwantowy sposób na los ludzki zauważysz, że pewne osoby doświadczają czegoś z większym prawdopodobieństwem, niż inne. Każdy poszczególny człowiek, to inny model a wszystkie wydarzenia mają w nim określone prawdopodobieństwo wystąpienia. W jednym modelu z większym prawdopodobieństwem, a więc częściej, występuje miłość i porozumienie z innymi, lub zwiększanie stanu posiadania materialnego. W innym modelu dzieje się to zgodnie z odmiennym prawdopodobieństwem.

Czy biorąc powyższe pod uwagę można zmienić prawdopodobieństwo pożądanych wydarzeń w swoim własnym życiu?

Tak, wystarczy zmodelować wzorzec, którego statystyka odpowiednich wydarzeń nas satysfakcjonuje, czyli trzeba dobrać „odpowiednie szczeliny” dla pożądanych wydarzeń, gdzie jedna szczelina będzie odpowiadała metaforycznie karmie, a druga gotowości jej realizowania.

Jeśli interesuje Ciebie praca z własną świadomością i jej połączeniami z pod i nadświadomością, zapraszam do przeczytania założeń wspomnianej Kwantowej Hipnoterapii Duszy (QSH):

http://www.neurolingwistyka.com/kwantowa-hipnoterapia-duszy-qsh

 

Czy człowiek jest kowalem swojego losu?

 

Fizyk John Wheeler sugeruje, że nie tylko odgrywamy pewną rolę w tym, co nazywa on „wszechświatem uczestniczącym", ale pełnimy w nim rolę pierwszorzędną. Kluczem do tezy Wheelera jest słowo "uczestniczący".

We wszechświecie tego rodzaju, zarówno Ty i ja jesteśmy częścią równania. Oboje jesteśmy katalizatorami zdarzeń w naszym życiu, podobnie jak jednocześnie doświadczającymi tego, co tworzymy. Te rzeczy wydarzają się jednocześnie - tworzenie i obserwowanie.

Jesteśmy częścią wszechświata, który jest dziełem w toku.

W tej nieukończonej kreacji jesteśmy maleńkimi skrawkami wszechświata, który patrzy na siebie – i buduje siebie.

Teza Wheelera otwiera drzwi do skrajnej możliwości: jeśli świadomość dokonuje tworzenia, wówczas sam wszechświat może być rezultatem tej świadomości.

Podczas, gdy jego poglądy zostały przedstawione pod koniec XX wieku, trudno nie pomyśleć o twierdzeniu Maksa Plancka z 1944 roku, że wszystko istnieje za sprawą „Inteligentnego Umysłu”, który nazwał „matrycą wszelkiej materii”. Pytanie, które aż się prosi, aby je tutaj zadać, to po prostu: Jakiego Umysłu?

We wszechświecie uczestniczącym akt skupienia świadomości – czyli nas patrzących i badających świat – jest aktem tworzenia siebie - samym sobie.

Jesteśmy tymi, którzy obserwują i badają świat.

Jesteśmy umysłem (a przynajmniej częścią większego umysłu), jak to opisał Planck. Gdziekolwiek spojrzysz, nasza świadomość stwarza dla nas coś, na co możemy patrzeć.

W naszym poszukiwaniu najmniejszych cząsteczek materii oraz sposobu na zdefiniowanie krańca wszechświata, relacja ta sugeruje, że możemy ich nigdy nie odnaleźć. Bez względu na to, jak głęboko zaglądamy do kwantowego świata atomów i jak daleko sięgamy w ogrom zewnętrznej przestrzeni, sam akt patrzenia w oczekiwaniu, że coś tam istnieje, może być właśnie siłą, która stwarza dla nas coś, co możemy zobaczyć.

Wszechświat uczestniczący… co to konkretnie za sobą pociąga?

Jeśli świadomość stwarza prawdę, to ile w istocie posiadamy mocy, aby zmieniać nasz świat? Odpowiedź może być zaskakująca.

XX-wieczny wizjoner z Barbadosu, znany jako Neville, opisał prawdopodobnie najlepiej naszą zdolność przekształcania marzeń w rzeczywistość i wprowadzania wyobraźni w życie. Poprzez swoje liczne książki i wykłady, używając prostych, ale bezpośrednich pojęć dzielił się tajemnicą, jak sterować pośród licznych możliwości - matrycą.

Z perspektywy Neville’a wszystko, czego doświadczamy – dosłownie wszystko, co się nam przydarza, jest uczynione przez nas. Jest produktem naszej świadomości i absolutnie niczego innego. Wierzył, że nasza zdolność zastosowania tego pojmowania poprzez potęgę naszej wyobraźni jest jedyną rzeczą stojącą między nami a cudami w naszym życiu. Tak, jak matryca zapewnia naczynie dla wszechświata, to Neville sugerował, że niemożliwe jest, aby cokolwiek wydarzyło się poza zbiornikiem świadomości.

Jeśli istnieje rzeczywiście jedno pole energii, które łączy wszystko w naszym świecie i jeśli matryca działa w sposób, na jaki wskazują dowody, wówczas może nie być podziału na ich i nas – jesteśmy tylko my.

Poczynając od liderów narodów, od których nauczyliśmy się strachu i nienawiści, po ludzi w innych krajach, którzy poruszają serca i skłaniają do miłości, wszyscy jesteśmy połączeni w sposób być może najintymniejszy z możliwych - poprzez pole świadomości, będące inkubatorem naszej rzeczywistości.

Razem tworzymy uzdrowienie lub cierpienie, pokój lub wojnę. Może to być najtrudniejsza implikacja ze wszystkiego, co ukazuje nam nowa nauka. I może być również największym źródłem naszego uzdrowienia oraz kluczem do przetrwania.

Dzieło Neville’a przypomina nam, że największym błędem w naszym widzeniu świata jest być może to, że patrzymy na zewnętrzne przyczyny wzlotów i upadków czyjegoś życia. Chociaż z pewnością istnieje przyczyna i skutek, które prowadzą do wydarzeń każdego dnia, pozornie mają one źródło w czasie i miejscu, które wydają się zupełnie nie związane z daną chwilą.

Neville dzieli się sednem największej tajemnicy dotyczącej naszego związku ze światem: "Największym złudzeniem człowieka jest jego przekonanie, że istnieją inne przyczyny niż jego własny stan świadomości”.

Ale co to oznacza? Oto praktyczne pytanie, kiedy myślimy o życiu we wszechświecie uczestniczącym. Gdy pytamy, jak wielką w istocie mamy moc, aby dokonać zmiany w naszym życiu i świecie, odpowiedź jest prosta.

Mamy wszelką moc, jakiej potrzebujemy, aby stworzyć zmiany, które wybierzemy.

Zdolność ta jest nam udostępniona poprzez sposób, w jaki używamy potęgi naszej świadomości i tego, na czym postanowimy skoncentrować naszą uwagę. W swojej książce „Potęga świadomości” Neville podaje wiele przykładów prawdziwych historii, które jasno ilustrują, jak to działa.

Z perspektywy naszego udziału w dynamicznym i ewolucyjnym wszechświecie może istnieć tylko jedno rozwiązanie każdego problemu: zmiana w postawie i świadomości. Mając to na uwadze Neville poprosił chorego mężczyznę, aby doświadczył siebie samego tak, jakby uzdrowienie już nastąpiło.

Jak sugerował poeta William Blake istnieje cienka linia między rzeczywistością a wyobraźnią: „Człowiek jest w całości wyobraźnią”.

Jak proponuje fizyk David Bohm mówiąc, że ten świat jest projekcją wydarzeń w głębszej sferze rzeczywistości.

Blake kontynuuje: ”Wszystko, co posiadasz, choć wydaje się istnieć na zewnątrz, istnieje wewnątrz, w Twojej wyobraźni, w której ten Świat Śmiertelności jest tylko cieniem”.

Poprzez potęgę świadomego skupienia na rzeczach, które tworzymy w naszej wyobraźni, dajemy im „szturchańca”, który przenosi je przez barierę świata nierealnego w realny.

Neville wyjaśnia w jednym zdaniu, jakie podsunął słowa, które mogły pomóc jego nowemu przyjacielowi dopełnić nowego sposobu myślenia:

Zasugerował, żeby w wyobraźni ujrzał twarz lekarza, wyrażającą niewiarygodne zdumienie, widząc go całkowicie uleczonym, żeby zobaczył, jak dwukrotnie go bada i usłyszał go powtarzającego w kółko: To cud, to cud”.

Kilka miesięcy później wizjoner otrzymał list mówiący o tym, jak młody człowiek rzeczywiście dokonał cudownego uzdrowienia. Neville spotkał się z nim potem i odkrył, że cieszył się on życiem w doskonałym zdrowiu.

Tajemnica polega na tym, jak wyjawił mężczyzna, że zamiast zwyczajnie życzyć sobie zdrowia, od dnia ich spotkania żył z założeniem, że jest już uzdrowiony i w świetnej formie. I tutaj znajdujemy sekret spełnienia pragnień naszego serca ze stanu imaginacji po rzeczywistość naszego codziennego życia: jesteśmy w stanie czuć się tak, jakby nasze marzenia już się spełniły, nasze życzenia były spełnione, a nasze modlitwy już wysłuchane. W ten sposób aktywnie dzielimy to, co Wheeler nazwał „wszechświatem uczestniczącym”.

Kwantowa Świadomość

 (Wywiad z Menskim M.B., doktorem nauk matematyczno-fizycznych, profesorem, głównym pracownikiem naukowym Instytutu fizycznego Rosyjskiej Akademii Nauk)

 

Kwantowe podejście do zjawiska świadomości, wyjaśnienie z punktu widzenia mechaniki kwantowej, czym jest świadomość - nie jest nowe. Podejście to wydaje się być nowe ze względu na to, że dopiero ostatnio zaczęło się jego intensywne studiowanie i rozwój, chociaż zostało ono zaproponowane prawie w tym samym czasie, gdy powstawała mechanika kwantowa. Dopiero teraz jesteśmy gotowi do opanowania dziedzictwa Junga i Pauli. Paradoks EPR (Einsteina, Podolskiego i Rosena) i twierdzenie Bella pokazuje, że świat kwantowy różni się od tego, co my sobie wyobrażamy, jeśli używamy fizyki klasycznej, i wyjaśnia, w jakiej formie przedstawia się on naszej intuicji. Różnice te są radykalne. Zarówno twierdzenie Bella, jak i paradoks EPR demonstrują to - zwłaszcza jeśli opieramy się na eksperymentach Alaina Aspecta.

 
W jaki sposób opisać świat, aby uwzględnić jego właściwości kwantowe?

Pomaga w tym interpretacja Hugh Everetta, która twierdzi, że różnica między światem kwantowym a klasycznym może być opisana w następujący sposób: świat kwantowy ma wiele form klasycznych lub projekcji klasycznych i jeśli spojrzeć na świat kwantowy z jednej strony, to zobaczymy jeden obraz klasyczny, a jeśli spojrzeć z drugiej strony, to będzie zupełnie inny obraz klasyczny.

Powiedzmy na przykład, że niebo jest teraz jasne – to jeden obraz naszego świata, a niebo w chmurach – to inny obraz. A czy możliwy jest stan, który łączyłby w sobie oba te aspekty, czyli byłby ich superpozycją? Z punktu widzenia fizyki klasycznej jest to nonsens, ale ponieważ nasz świat jest kwantowy, to jest to możliwe.

 

Co to jest kwantowa koncepcja świadomości? Czy może człowiek w oparciu o tę wiedzę nauczyć się postrzegać wydarzenia w nowy sposób?

Należy zwrócić uwagę na dwie podstawowe właściwości świadomości, które można wyjaśnić w ramach koncepcji Everetta: pierwsza z nich – to nad intuicja, a druga – to zarządzanie subiektywną rzeczywistością. Są to bardzo dziwne właściwości, ponieważ nad intuicja, na przykład – to uzyskiwanie informacji znikąd, czyli uzyskanie takiej informacji o naszym świecie, której w świadomym stanie niemożliwym jest otrzymać. W stanie świadomym widzimy tylko jeden klasyczny obraz świata i nie jesteśmy w stanie zobaczyć jednocześnie dwóch obrazów. W rzeczywistości istnieją nie tylko dwa obrazy, lecz ogromna ich liczba, które razem opisują kwantowy świat w całości. Oczywiście, z takiej „bazy danych”, która składa się z ogromnej liczby obrazów klasycznych, można uzyskać znacznie więcej informacji. Ale kiedy widzimy tylko jeden obraz, czyli pozostajemy w świadomym stanie, to wtedy tej informacji po prostu nie ma.

Tak więc, nad intuicja jest zdolnością przenikania w świat kwantowy jako całości i uzyskania informacji ze wszystkich klasycznych obrazów jednocześnie. Jeśli myślimy w ramach jednego obrazu, jednego klasycznego świata, to wydaje nam się, że ta informacja pochodzi znikąd, bo w tym „jedynym” klasycznym świecie jej nie ma i nie może być, ale mimo to otrzymujemy ją, ponieważ nasz świat jest kwantowy.

Jak zdobyć tę informację? Fizyka wskazuje, że jest to możliwe, ale przedstawiciele niektórych wschodnich religii lub filozofii (np. jogini, buddyści itp.) już dawno nauczyli się to robić.

Taką możliwość mogą osiągnąć ludzie, którzy przeszli specjalny trening psychologiczny. Głównym punktem tego treningu jest wyłączanie naszej świadomości, która pozwala widzieć świat w zwyczajnych obrazach (wzrokowych, dotykowych, smakowych, itd.) i podtrzymywać zwykłe myślenie.

Należy wyłączyć procesy zwykłego myślenia, jakby uczynić swój umysł pustym, wtedy dojdzie do realizacji przenikania w świat kwantowy. W rzeczywistości - zawsze jest możliwość wejścia do świata kwantowego, jednak jasny obraz statyczny, który widzimy przed sobą, zamyka nam „drzwi” do świata kwantowego jako całości, nie pozwalając zobaczyć innych klasycznych obrazów. Jeśli wyłączymy swoją świadomość, to „zobaczymy” inne obrazy (mechanizmem do osiągnięcia tego celu jest praktyka psychologiczna).

Okazuje się, że w świecie kwantowym koniecznie musi być informacja oprócz tej, którą widzimy w stanie świadomym. Everett przypuszcza, że również makroskopowo zróżnicowane stany mogą być w superpozycji. Co to znaczy? Oznacza to, że nie można powiedzieć, że mózg znajduje się w stanie, któremu odpowiada pierwszy obraz, albo że znajduje się w stanie, któremu odpowiada drugi obraz. Znajduje się on w superpozycji, która odpowiada obu obrazom. W rzeczywistości jest ich nieskończenie wiele.

Dla mnie, dla mojej świadomości i percepcji, inni ludzie – to zewnętrzne obiekty, to część świata, który w stosunku do mnie jest zewnętrzny. Ale jeśli przeanalizujemy cały łańcuch zdarzeń i przejdziemy do kwantowego opisu tego wszystkiego, to dojdziemy do wniosku, że „w rzeczywistości”, czyli w pełnym opisie kwantowego stanu świata jestem częścią świata, a cały świat – to jedna niepodzielna całość. Trudno jest prześledzić logikę w słowach, ale także wszyscy inni obserwatorzy też, jako część świata, nie są rozłączeni ze sobą.

W stanie, gdy zwykła świadomość została zgaszona, a na jej miejscu powstaje dostęp do wszystkich alternatywnych stanów klasycznych, czyli do świata kwantowego jako całości, wówczas rzeczywiście świat i ja stanowimy jedną całość.

I tu nieoczekiwanie fizyka prowadzi nas do bardzo starej koncepcji filozoficznej: „Mikrokosmos: cały świat jest wewnątrz człowieka”. Filozofia już dawno doszła do tego wniosku, a fizyka dochodzi do tego samego drogą dość skomplikowaną. I jest to bardzo interesujące.

 

Jeśli postrzeganie świata jest względne, to dlaczego wszyscy doznają kryzysu i to bardzo bolesnego? Przecież wszystko ustala pragnienie człowieka…

Jeśli wykluczyć człowieka, a wziąć pod uwagę tylko zwykłą przyrodę: zwierzęta, rośliny, itp. – to widzimy, że jak mówi religia, „wszystkim kieruje Bóg”. Kiedy powstał człowiek, to on - mówiąc w kategoriach religijnych - „zgrzeszył”, wziął kontrolę w swoje ręce, sam decydując, gdzie jest dobro i zło, zamiast biernie podporządkować się Bogu, który wskaże mu, co jest dobre, a co złe.

Jest w tym głęboka prawda: w naturze wszystko znajduje się w równowadze. Jeśli zwierzęta zjadają siebie nawzajem, to tylko dlatego, że na tym właśnie polega równowaga, czyli aby coś żyło, konieczne jest, aby niektóre osobniki umierały, w szczególności również kosztem takiej przemocy. W tym zrównoważonym świecie natury nie ma zła w imię zła albo w imię siebie samego. Jeśli jedno zwierzę zabija inne dla uzyskania pokarmu, to zrozumiałe jest, że czyni to dla przeżycia, nigdy nie zabija tylko dlatego, że zabijanie jest przyjemne – tego nie ma w przyrodzie. Wśród ludzi pojawiło się tak zwane zło, które jest charakterystyczne tylko dla człowieka.

Gdy wilk zabija zająca, w pewnym sensie jest to nawet dobro dla zająców, ponieważ wiadomo, że wilki zabijają słabsze zwierzęta, a więc przetrwają silne osobniki, a tym samym polepsza się populacja zajęcy. W pewnym sensie jest to dobro, jak dziwnie by to nie brzmiało.

Człowiek natomiast przestał kierować się zasadą absolutnego dobra – dobra z punktu widzenia wszystkich żywych istot. Kieruje się on jakimiś interesami: w skrajnym przypadku istnieją dla niego „tylko jego interesy”, a w szerszym znaczeniu – „interesy jego rodziny lub jego narodu”. Jest to mimo wszystko bardzo zawężone pojęcie interesu. Podejście to jest zbyt ograniczone, nawet gdy mówi się o interesach wszystkich ludzi, ale niszczy się przy tym środowisko naturalne. Cierpi przy tym życie jako takie, czyli wszystkie żywe istoty jako całość.

Przejście do ideologii altruistycznej, do zasad altruistycznych, gdy uwzględnia się interesy wszystkich żywych istot – jest to naprawdę palący problem ludzkości, bo bez tego ona nie przetrwa. Przetrwa tylko przez pewien czas, ale w zasadzie takie przejście jest nieuniknione.

Bardzo wiele bieżących wydarzeń wskazuje na to, że ludzkość zbliża się stopniowo do globalnego kryzysu, który może doprowadzić świat do zagłady. Jeśli nic się nie zmieni, to kryzys jest nieunikniony.

Co musi się zmienić, abyśmy uniknęli kryzysu? Niektórzy myśliciele już dawno rozumieli, że świadomość ludzi musi się zmienić. Świadomość, to znaczy (używam tu tego terminu w szerszym znaczeniu) zasady, którymi kierują się ludzie, powinny być inne – altruistyczne. Pytanie tylko, jak to zrobić.   

I tu właśnie kwantowa koncepcja świadomości może wskazać na coś nowego. Zacznijmy od tego, że jeśli wszystko pozostanie w obecnym stanie, a świadomość większości ludzi będzie nadal indywidualistyczna, to kryzys jest nieunikniony. Dlaczego? Przyczyna jest bardzo prosta: materialne, technologiczne, techniczne środki rosną jakościowo, a zasady ludzkie zostają takie same, to znaczy ludzie kierują te ogromne środki, które czasem okazują się w dyspozycji nawet pojedynczych osób, na własną korzyść, a więc na szkodę ekologii i całej ludzkości. To jest to, co prowadzi do kryzysu. Aby zapobiec kryzysowi, konieczne jest, aby zmieniła się świadomość ludzi.       

 

Jak ludzie mogą przejść do świadomości altruistycznej?

Kwantowa koncepcja świadomości mówi, że człowiek ma zdolność do nad intuicji i może on zobaczyć to, czego w zwyczajnym życiu nie widzi. W tym celu musi pogrążyć się w taki stan, w którym będzie mógł zobaczyć wszystkie alternatywy. Wówczas, jakby spontanicznie, znikąd, przychodzi do niego olśnienie. Jest to naprawdę olśnienie. Jest to absolutna prawda i nie może tu być błędu.

Oczywiście, jest to prawda również w kwestiach moralnych. Stawiając przed sobą pytania o tym, co jest dobre, a co złe, i pogrążając się w taki stan, człowiek poznaje prawdę. Znajdzie on prawidłowe odpowiedzi na te pytania i w pewnym stopniu pomoże mu to dokonać właściwego wyboru.

Jeśli zrozumiemy, że naprawdę zbliżamy się do globalnego kryzysu, to w celu zbawienia ludzkości większość ludzi powinna przejść na nową świadomość – altruistyczną. Na tym właściwie polega zbawienie świata.

Człowiek powinien przyczynić się do uczynienia świata lepszym. Jednak nie cała odpowiedzialność spoczywa na nim czy też na innych ludziach, ponieważ natura jest tak urządzona, że realizuje się „lepszy ze światów”. Na tym, jeśli mówić bardzo krótko, polega zasada życia, istota tego, czym jest życie z perspektywy fizyki kwantowej. Nie chciałbym w ramach tej rozmowy mówić szczegółowo na ten temat, ale w pewnym sensie zasada życia oznacza coś, co w religii rozumie się przez pojęcie „bóg”.

Rozpatrzmy „scenariusze Everetta”, czyli łańcuchy alternatyw, jeden dla każdego punktu czasowego. Życie – to zbiór scenariuszy z dobrym zakończeniem. Zatem, jeśli człowiek należy do strumienia życia, to należy on do jednego z tych scenariuszy, które na ogół prowadzą do dobra. Oczywiście, niektóre z nich odchylą się i przejdą do zła, jednak to od człowieka zależy, czy zobaczy dokładnie te scenariusze, które prowadzą do dobra. Istnienie dobrych scenariuszy jest zagwarantowane.

 
Jak można wyjaśnić wpływ ludzi na siebie z punktu widzenia „Kwantowej koncepcji świadomości”?

Do tej pory myślałem w kategoriach ja (człowiek) i otaczający świat. W skład otaczającego świata wchodzą, w szczególności, również inni ludzie, ale to wszystko jest poza mną. Co tak naprawdę przeszkadza nam zjednoczyć kilku ludzi i rozpatrywać ich razem, a wszystko pozostałe rozpatrywać jako świat zewnętrzny? Nic nie przeszkadza. W zasadzie koncepcja ta czasami będzie prawidłowa, produktywna. Ona jest użyteczna na przykład w przypadku, jeśli między ludźmi istnieją bardzo głębokie więzi powstałe w ciągu życia. Ci ludzie są w bardzo ścisłym kontakcie ze sobą, łączą ich wspólne poglądy, działania i tak dalej. Jednak ich poglądy są wspólne nie według ich interesów, lecz wewnętrznych kryteriów. Wówczas można ich uznać jako swego rodzaju super-organizm, czyli traktować nie każdego indywidualnie, ale także jako pewnego rodzaju wspólnotę. Teraz możemy mówić o świadomości tej wspólnoty ludzi. Wszystko, co powiedziałem dotychczas, ma zastosowanie już do kilku ludzi jako całości.

Na przykład bardzo dobra, przyjazna rodzina będzie takim super-organizmem, ale to może dotyczyć również szerszej wspólnoty ludzkiej. Jako przykład super-organizmów można uznać społeczności buddyjskie, którzy czasem organizują wspólne modlitwy. Gromadzą się oni licznie w jakimkolwiek miejscu i modlą się o pokój w tej okolicy, żeby powstrzymać wojnę. Uważa się, że to wpływa na ustalenie pokoju, choć niekoniecznie prowadzi nieuchronnie do pokoju, ale poprawia sytuację.

 

Dlaczego między dwoma alternatywami (dobro i zło) człowiek w końcu wybiera zło i okazuje się być właściwie w świecie, w którym panuje zło (egoizm)?

Żyjemy w niekorzystnych czasach, dlatego wydaje się, że zbyt często człowiek wybiera zło. Dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny: wydaje mu się, że wybór zła jest dla niego korzystny. W pewnym sensie jest to prawda: wybierając zło, uzyskuje przewagę teraz, natychmiast, na krótki czas, chociaż jeśli spojrzeć na dłuższą metę, to może się to okazać dla niego niekorzystne.

W państwach, które mają większe doświadczenie w racjonalnym ustroju społecznym, w których społeczeństwo lepiej jest zorganizowane, ludzie szerzej patrzą na świat, na swój los. Zdają sobie sprawę, że jeśli naruszą porządek, złamią prawo i uzyskają korzyści dla siebie, to nie znaczy, że inni będą przestrzegać tego prawa. Jeśli ja go łamię, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że inni też je złamią. A dla mnie nie jest to korzystne, żeby wszyscy łamali prawo, dlatego ja też go nie łamię.

Gdy społeczeństwo przechodzi dość długą drogę i ma wieloletnie doświadczenie, a w związku z tym już dużo ludzi rozumie sytuację właściwie, to oni znów wybierają to, co jest dla nich korzystne, ale tym razem korzystniejszym dla nich jest to, aby wszyscy przestrzegali porządku, a dlatego również ja powinienem go przestrzegać. Można powiedzieć, że w pierwszej opcji człowiek uważa się za wyjątek, a w drugiej uważa, że jest taki sam jak inni - i odwrotnie - wszyscy inni są tacy sami jak on. Aby inni byli wobec niego dobrzy, on sam musi być dobry w stosunku do innych.

Matryca Świadomego i Inteligentnego Umysłu

Opisane w poprzednim artykule eksperymenty sugerują, że energia łącząca wszechświat jest ciasno utkaną siecią tworzącą  ukrytą tkaninę naszej rzeczywistości.

Eksperymenty pokazują, że Matryca składa się z formy energii, niepodobnej do niczego, cokolwiek znaliśmy w przeszłości – oto dlaczego trwało to tak długo, aż naukowcy ją odkryli. Zwana „energią subtelną”, po prostu nie funkcjonuje w taki sposób, jak typowe konwencjonalne pole elektryczne. Wygląda raczej, jak ciasno utkana sieć i tworzy tkaninę kreacji, którą można nazwać matrycą.

Spośród wielu sposobów w jakie mogliśmy zdefiniować matrycę, najprostsze może być widzenie jej jako pole będące trzema podstawowymi rzeczami:

1. zbiornikiem, w którym istnieje wszechświat,

2. pomostem pomiędzy naszym wewnętrznym a zewnętrznym światem,

3. lustrem odzwierciedlającym nasze codzienne myśli, uczucia, emocje i przekonania.

Są jeszcze trzy atrybuty stawiające matrycę poza wszelką, inną energią tego rodzaju. Po pierwsze, można ją opisać jako znajdującą się wszędzie, przez cały czas… już istniejącą. W przeciwieństwie do transmisji ze stacji telewizyjnej czy radiowej, która może powstać w jednym miejscu, zanim będzie wysyłana i odbierana gdzie indziej, to pole wydaje się być już wszędzie.

Po drugie, wygląda na to, iż to pole powstało równocześnie z chwilą stworzenia wszechświata – wraz z Wielkim Wybuchem lub jakkolwiek chcemy nazwać jego początek. Oczywiście nie było tam nikogo, kto mógłby nam powiedzieć, co istniało wcześniej, ale fizycy wierzą, że ogromne uwolnienie energii, które gwałtownie powołało nasz wszechświat do istnienia, było właśnie aktem stworzenia samego kosmosu.

Jak wskazuje Hymn Kreacji ze starożytnej Rig Wedy, przed początkiem „nie istniała nawet nicość, nie było jeszcze powietrza ani nieba”. Kiedy istnienie „nicości” eksplodowało w  „coś”  kosmosu, zrodziła się materia pośród nicości. Możemy myśleć o matrycy jak o echu tamtej chwili, gdy zaczął istnieć czas, jak również o ogniwie czasu i przestrzeni, które nas łączy z kreacją wszystkiego. To natura tego wszechobecnego połączenia pozwala na istnienie alokalności rzeczy wewnątrz matrycy.

Trzecią cecha tego pola, być może tą, która nadaje mu takie znaczenie w naszym życiu, jest to, że zdaje się ono posiadać inteligencję. Innymi słowy pole odpowiada na siłę ludzkiej emocji. W języku innego czasu starożytne tradycje uczyniły wszystko, co w ich mocy, aby podzielić się z nami tą tajemnicą.

Wyryte na ścianach świątyń, zapisane na zniszczonych czasem pergaminach i wpisane w życie samych ludzi instrukcje mówiące nam, jak porozumiewać się z energią łączącą wszystko, zostały pozostawione przez tych, którzy byli przed nami. Nasi przodkowie próbowali nam pokazać, jak uzdrawiać nasze ciała i tchnąć życie w nasze najgłębsze pragnienia i największe marzenia. Dopiero teraz, 5000 lat później, odkąd pierwsza z tych instrukcji została zapisana, język nauki odkrył na nowo właśnie ten sam związek między nami a światem.

Energia odkryta w tych eksperymentach jest tak nowa, że naukowcy muszą się dopiero porozumieć, jak określić ją jednym terminem. Używanych jest wiele nazw dla zidentyfikowania pola łączącego wszystko. Na przykład Edgar Mitchell były astronauta Apolla nazywa je Umysłem Natury. Fizyk i współtwórca teorii superstrun - Michio Kaku, opisał je jako Kwantowy Hologram. Podczas, gdy są to współczesne etykiety dla kosmicznej siły uważanej za odpowiedzialną za wszechświat, znajdujemy podobne motywy a nawet podobne słowa w tekstach stworzonych na tysiące lat przed fizyką kwantową.

Na przykład poczynając od IV wieku, Ewangelie Gnostyczne również używały słowa umysł, aby opisać tę siłę i jak „z potęgi Ciszy pojawia się wielka moc, Umysł Wszechświata, który wszystkim zarządza”. Jakkolwiek różnią się od siebie nazwy, wszystkie wydają się opisywać tę samą rzecz – żywą esencję będącą tkaniną naszej rzeczywistości.

To do tego umysłu odwołał się Planck we Florencji, we Włoszech w połowie XX wieku, Podczas odczytu wygłosił tezę, która nie została w pełni zrozumiana nawet przez dzisiejszych naukowców. Proroczymi słowami, które są równie przełomowe w XXI wieku, jak były wówczas, Planck powiedział:

Jako człowiek, który poświęcił całe swoje życie nauce, studium nad materią, tyle mogę wam powiedzieć: „ Nie istnieje materia jako taka. Wszelka materia powstaje i istnieje jedynie za pomocą pewnej siły, która wprawia cząsteczki atomu w wibracje i utrzymuje ten najbardziej mikroskopijny system słoneczny w całości… Musimy uznać istnienie za tą siłę świadomego i inteligentnego Umysłu. Ten Umysł jest matrycą wszelkiej materii”.

Ponad wszelką rozsądną wątpliwość matryca Plancka istnieje. Niezależnie jak postanowimy je nazwać albo jakim prawom fizyki odpowiada ono lub nie, to pole łączące wszystko w kreacji jest rzeczywiste. Jest tutaj dokładnie w tej chwili – istnieje jako ty i jako ja. Jest to wszechświat wewnątrz nas i jednocześnie wszechświat, który nas otacza, kwantowy pomost między wszystkim, co możliwe w naszym umyśle, a tym, co staje się rzeczywistością w naszym świecie. Matryca energii, która wyjaśnia dlaczego trzy eksperymenty dały takie właśnie wyniki, pokazuje nam również, jak pozytywne uczucia wewnątrz nas mogą być skuteczne w świecie wokół nas.

Ale nasz związek z matrycą wszelkiej materii nie zatrzymuje się w tym miejscu. Rozciąga się na rzeczy, których nie możemy zobaczyć. Matryca jest wszędzie i jest wszystkim. Od ptaka fruwającego wysoko po kosmiczne cząsteczki przenikające nasze ciało i nasz dom, jakbyśmy byli pustą przestrzenią - wszelka materia istnieje w tym samym zbiorniku rzeczywistości. Gdy myślisz o matrycy i zastanawiasz się, gdzie się znajduje, możesz być pewny, że gdziekolwiek istnieje przestrzeń, jest tam także subtelna energia.

Jak wielki sekret, którego wszyscy się domyślają, ale rzadko o nim mówią, poprzez matrycę jesteśmy wszyscy połączeni w najintymniejszy sposób, jaki można sobie wyobrazić. Ale co naprawdę oznacza to połączenie? Co oznacza to, że jesteśmy tak głęboko spleceni z naszym światem i życiem innych, że dzielimy czystą kwantową przestrzeń tam, gdzie żyje wyobraźnia i gdzie rodzi się rzeczywistość? Jeśli jesteśmy naprawdę kimś więcej, niż przypadkowymi widzami, patrzącymi, jak życie i świat „zdarzają” się wokół nas, wówczas kim więcej jesteśmy?

Opisane wyżej eksperymenty demonstrują, że w każdym z nas istnieje siła niepodobna do czegokolwiek, kiedykolwiek stworzonego przez maszynę w laboratorium. Jest to siła, której nie ograniczają prawa fizyki – przynajmniej nie te, które dzisiaj rozumiemy. I nie potrzebujemy laboratoryjnych eksperymentów, aby wiedzieć o istnieniu tego połączenia. Ile to razy dzwoniłeś do kogoś i okazało się, że on był już na linii. Ile razy znalazłeś się z przyjaciółmi na ruchliwej ulicy w centrum handlowym lub na lotnisku, aby doznać niesamowitego uczucia, że już byłeś w tym miejscu lub właśnie z tymi ludźmi, czyniąc dokładnie to, co teraz.

Te proste przykłady są czymś więcej niż przypadkowymi zbiegami okoliczności. Chociaż może nie potrafimy naukowo udowodnić, dlaczego to się dzieje, wszyscy wiemy, że się wydarza. W takich momentach połączenia i deja vu widzimy, jak spontanicznie przekraczamy granice narzucone nam przez prawa fizyki. W tych krótkich chwilach przypominamy sobie, że we wszechświecie jesteśmy prawdopodobnie czymś znacznie więcej, niż możemy świadomie przyznać.

Jest to ta sama moc, która mówi nam, że jesteśmy czymś znacznie więcej, niż tylko obserwatorami na tym świecie. Kluczem do doświadczenia siebie w ten sposób jest stworzenie tych doświadczeń świadomie – aby osiągnąć ten transcendentalny wgląd wtedy, gdy tego chcemy, zamiast tylko wtedy, gdy wydaje się nam to „przydarzać”. Z wyjątkiem kilku uzdolnionych ludzi pośród nas, którzy są tego świadomi, wydaje się, iż jest bardzo dobry powód, dlaczego nie doświadczamy bilokacji, podróży w czasie i komunikowania się szybciej niż pozwalają na to prawa fizyki. Wszystko to sprowadza się do tego, w co wierzymy na swój temat i naszej roli we wszechświecie.

Jesteśmy twórcami – a nawet więcej, jesteśmy wzajemnie połączonymi twórcami. Poprzez matrycę uczestniczymy w ciągłej przemianie, nadającej życiu znaczenie. Pytanie teraz mniej dotyczy tego, czy jesteśmy pasywnymi obserwatorami, czy nie, a bardziej tego, w jaki sposób możemy tworzyć świadomie.   

Tworzenie rzeczywistości

W naukach buddyzmu Mahajany wierzy się, że rzeczywistość może istnieć tylko tam, gdzie nasz umysł koncentruje swoją uwagę. W istocie, mądrość wskazuje, że zarówno świat czystej formy, jak i bezforemny - są wynikiem świadomości zwanej „subiektywną imaginacją". Każde doświadczenie wyda nam się dostatecznie realne tylko wówczas, jeśli przyjmiemy że coś, na co skierujemy swoją uwagę, będzie mogło zaistnieć w rzeczywistości. Z wyjątkiem lekkiej różnicy w zakresie języka, ta starożytna tradycja brzmi bardzo podobnie do XX-wiecznej teorii kwantowej.

Jeśli wszystkie z nakazów i zakazów kwantowych możliwości jest prawdą, a emocja jest kluczem do wyboru rzeczywistości, wówczas pytanie brzmi: Jak mamy czuć, że coś się wydarzyło, kiedy osoba obok patrzy nam prosto w twarz i mówi, że tak nie jest?

Na przykład, czy okłamujemy siebie samych, gdy mówimy, że bliska nam osoba jest już uzdrowiona, stojąc nad nią na oddziale intensywnej terapii w szpitalu?

Ironia ostatniego pytania polega na tym, że z samej natury nie istnieje na nie jedna odpowiedź. We wszechświecie wielu możliwych rzeczywistości - istnieją liczne potencjalne odpowiedzi. Gdzieś wśród tych wszystkich wszechświatów równoległych istnieje scenariusz, w którym uzdrowienie naszego bliskiego już nastąpiło. W jakimś miejscu istnieje rzeczywistość, w której choroba nie miała miejsca. Jednak z przyczyn, których możemy nigdy nie poznać ani nie zrozumieć, nie jest to rezultat, jaki został obudzony – nie jest to ta „rzeczywistość” leżąca przed nami na noszach.

Odpowiedź na pytanie sprowadza nas do tego, w co wierzymy na temat świata i naszej mocy wyboru. Pytaniem staje się: Jaką możliwość wybieramy? Na jaką rzeczywistość decyduje się nasz bliski lub lekarz? Aby na to odpowiedzieć musimy najpierw uznać, że mamy moc, aby takiego wyboru dokonać.

Jak to ukazała opowieść Neville’a o mężczyźnie i jego niemal beznadziejnej chorobie, obecna rzeczywistość nie jest zbudowana z kamienia. Wydaje się raczej miękka i plastyczna, może się zmienić nawet w chwili, gdy wydaje się, że nie ma po temu powodu. W relacji Neville’a, lekarze młodego człowieka postawili diagnozę (wybrali rzeczywistość) z nieoczekiwanym rezultatem. Nie wiedząc, że miał wybór, młody mężczyzna wierzył im z początku i przyjął ich wersję rzeczywistości. Dopiero wtedy, gdy zaoferowano mu inną możliwość i on ją zaakceptował, jego ciało odpowiedziało na nowe przekonanie.

Einstein przedstawił słynne twierdzenie, że nie możemy rozwiązać problemu, dopóki pozostajemy na tym samym poziomie myślenia, które go stworzyło. Podobnie nie możemy zmienić rzeczywistości, pozostając w tej samej świadomości, która ją stworzyła. Aby zamknąć jedną z wielu możliwości opisanych przez naukowców z Kopenhagi, wieloświatowość i teorie rzeczywistości Penrose’a, musimy ją określić z maksymalną dokładnością, precyzyjnie.

Z chwilą, gdy rozpoznamy nasz wybór w kategoriach tego, co widzimy jako naszą rzeczywistość, następne powszechnie zadawane pytania brzmią: Jak to robimy? Jak mamy postrzegać kogoś jako uleczonego, gdy ciało tej osoby wydaje się chore? Odpowiedź zaczyna się wraz z naszą gotowością, by spojrzeć poza iluzję tego, co świat nam ukazuje. W przykładzie choroby bliskiej osoby zachęca się nas, aby spojrzeć poza chorobę, jakiej on doświadcza, myśleć o niej jak o już uzdrowionej i odczuwać to, jak to jest być z nią w nowej rzeczywistości.

Jednakże, aby wybrać inną możliwość, musimy zrobić coś więcej, niż tylko myśleć o nowej formie bycia i życzyć sobie, żeby wyzdrowienie bliskiej osoby już nastąpiło. Jest to być może największa przestroga w tym sposobie widzenia świata i jest tym, co może stanowić największą pułapkę. W naszym strachu przed utratą osób, miejsc i rzeczy, które są nam najdroższe istnieje pokusa, aby radzić sobie z ogromem sytuacji poprzez negowanie rzeczywistości zaglądającej nam w twarz, mówiąc po prostu, że nią nie wierzymy. Ale do póki nie podejmiemy także działań, które zastąpią przerażającą rzeczywistość - rzeczywistością uzdrowienia, nasz brak akceptacji jest granicą dającą niewiele więcej niż frustracje i rozczarowanie.

Istnieje subtelna i delikatna równowaga między wybraniem po prostu nowej możliwości a rzeczywistym podążaniem za nią, angażowaniem myśli, uczuć i przekonań, które powołują do życia ów rezultat jako nową rzeczywistość.

Żeby wybrać kwantową rzeczywistość, musimy stać się tym nowym sposobem myślenia. Jak sugeruje Neville, musimy „porzucić” siebie dla nowej możliwości i w naszej „miłości dla tego stanu… żyć w nowym stanie i ani przez chwilę dłużej w dawnym”. A jest to dokładnie to, do czego zachęcają nas starożytne instrukcje.

 

Jesteśmy stworzeni, aby tworzyć

Podczas rozmowy z indyjskim poetą Rabindranathem Tagore, w 1930 roku, Albert Einstein podsumował dwa światopoglądy początku XX wieku, dotyczące naszej roli we wszechświecie: „ Istnieją dwie różne koncepcje na temat natury wszechświata” – zaczął. Pierwszy widzi „świat jako jedność zależną od ludzkości”, a drugi postrzega „świat, jako rzeczywistość niezależną od czynnika ludzkiego”.  Chociaż eksperymenty opisane powyżej pokazują z pewnością, że nasza świadoma obserwacja substancji, z której zbudowany jest nasz świat, włączając atomy i elektrony, bezpośrednio wpływa na sposób zachowania materii, prawdopodobnie odkryjemy, że istnieje trzecia możliwość – przypadająca gdzieś pomiędzy dwiema skrajnościami Einsteina.

Ta możliwość może ukazać, że nasz wszechświat zaczął istnieć poprzez proces, w którym na początku nie braliśmy udziału. Chociaż kreacja mogła rozpocząć się bez naszej obecności, jesteśmy tu teraz, podczas gdy on się nadal rozwija i ewoluuje. Od gwiazd tak odległych, że ich żywot dobiega końca, zanim ich światło dotrze do naszych oczu, po energię, która znika w tajemniczych meandrach, które nazywamy po prostu czarnymi dziurami, zmiana jest tą uniwersalną stałą, na którą można liczyć. Dzieje się to jako część wszystkiego, co widzimy i ma miejsce nawet w tych wymiarach, których nie możemy zobaczyć.

Do tej chwili powinno być jasne, iż jest dla nas rzeczą niemożliwą, abyśmy byli po prostu widzami w naszym świecie. Jako świadomi obserwatorzy, jesteśmy częścią wszystkiego, co widzimy. W dodatku, pomimo że naukowcy muszą się dopiero porozumieć co do tego, która teoria wyjaśnia, dlaczego zmieniamy naszą rzeczywistość, wszyscy sugerują, że wszechświat zmienia się w naszej obecności. Jest to tak, jakby fakt bycia świadomym był aktem tworzenia samym w sobie. Jak stwierdził fizyk John Weeler, żyjemy we wszechświecie uczestniczącym – ale nie takim, że manipulujemy lub wymuszamy naszą wolę, czy też jesteśmy w stanie kontrolować całkowicie świat wokół nas.

W roli, jaką odgrywamy dzisiaj, będąc częścią wszechświata, mamy zdolność modyfikowania i zmieniania jego małych fragmentów poprzez sposób, w jaki przeżywamy własne życie. W królestwie kwantowych możliwości zdajemy się być stworzeni do uczestniczenia w naszej kreacji. Jesteśmy stworzeni, aby tworzyć. Ponieważ wydajemy się być uniwersalnie złączeni na poziomie kwantowym, ostatecznie nasze połączenie obiecuje, że pozornie małe zmiany w naszym życiu mogą mieć olbrzymi wpływ na świat, a nawet na wszechświat poza nim. Nasze kwantowe połączenie z kosmosem przebiega tak głęboko, że naukowcy stworzyli nowe słownictwo, aby opisać co to połączenie naprawdę oznacza. Na przykład „efekt motyla” pisuje, jak małe zmiany mogą wywrzeć naprawdę wielki wpływ.

Zasadniczym wnioskiem z fenomenu określanego formalnie jako wrażliwa zależność od warunków początkowych, jest to, że mała, pojedyncza zmiana w jednej części świata może wywołać ogromne następstwa w innym miejscu i czasie. Jest to najczęściej określone słowami: „Gdy motyl zatrzepocze skrzydłami w Tokio, miesiąc później może to spowodować huragan w Brazylii”.

 

Matryca inteligentnego Umysłu w badaniach naukowych

Tym razem chcę opowiedzieć o trzech eksperymentach, które mogą zmienić wszystko.

Jak wiesz, wiek XX był bezprecedensowy, jeżeli chodzi o postęp naukowy. Wiele z odkryć nastąpiło po sobie tak szybko, że pozostawiły nas w pewnym stanie oszołomienia. Chociaż otworzyły drzwi do nowych możliwości, nie byliśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie: Co ta nowa informacja oznacza dla naszego ludzkiego życia?

Tak, jak wiek XX był czasem odkryć, możemy się przekonać, że wiek XXI jest okresem zrozumienia sensu tego wszystkiego, co odkryliśmy.

W proces tego rozumienia zaangażowanych jest wielu naukowców głównego nurtu, nauczycieli i badaczy naszego czasu. Podczas, gdy istnienie Matrycy Uniwersalnego Pola Energii steoretyzowano, zwizualizowano i opisano to dopiero niedawno wykonano doświadczenia, które udowodniły raz a zawsze istnienie tej Matrycy.

W latach 1993-2000 seria bezpośrednich eksperymentów wykazała istnienie ukrytego pola energii, w którym zanurzony jest wszechświat.

 

Eksperyment I

Biolog kwantowy Vladimir Poponin ogłosił wyniki badań, które on i jego koledzy z Peterem Gariaevem włącznie, prowadzili w Rosyjskiej Akademii Nauk. W czasopiśmie, które ukazało się w Stanach Zjednoczonych w 1995 roku, opisali serię eksperymentów wskazujących na to, że ludzkie DNA bezpośrednio wpływa na świat fizyczny poprzez coś, co jak wierzyli, było nowym polem energii łączącym je ze sobą. Pole to prawdopodobnie nie było nowe lecz istniało zawsze, ale nie było nigdy rozpoznane, gdyż jest taką forma energii, do pomiaru której nie mieliśmy nigdy odpowiedniego sprzętu.

Dr Poponin we wstępie do swojego raportu pisze: „Wierzymy, iż to odkrycie ma kolosalne znaczenie dla wyjaśnienia i głębszego zrozumienia mechanizmów stojących za fenomenami energii subtelnej, włączając w to wiele zaobserwowanych fenomenów uzdrawiania”.

Poponin i Gariaev zaplanowali swój pionierski eksperyment, aby sprawdzić zachowanie DNA wobec cząsteczek światła (fotonów), kwantowego materiału, z którego zbudowany jest świat. Najpierw usunęli powietrze ze specjalnie zaprojektowanej tuby, tworząc to, co uważa się za próżnię. Tradycyjnie pojęcie próżni oznacza, że zbiornik jest pusty, ale naukowcy wiedzieli, że nawet po usunięciu powietrza coś pozostało w środku – fotony. Używając precyzyjnie skonstruowanego sprzętu, który mógłby wykryć cząsteczki, naukowcy mierzyli ich rozmieszczenie wewnątrz tuby.

Chcieli zobaczyć, czy cząsteczki światła będą rozproszone wszędzie, przyczepione do szklanych boków, czy też może zgromadzą się w stos na dnie zbiornika. To, co znaleźli najpierw, nie było niespodzianką: fotony były rozrzucone w sposób całkowicie nieuporządkowany. Innymi słowy, cząsteczki były rozrzucone wszędzie wewnątrz pojemnika – a było to dokładnie to, czego oczekiwał Poponin i jego ekipa.

W następnej części doświadczenia wewnątrz zamkniętej tuby umieszczono razem z fotonami próbki ludzkiego DNA. W obecności DNA cząsteczki światła zrobiły coś, czego nikt się nie spodziewał: zamiast rozproszonego układu obserwowanego wcześniej przez ekipę, cząsteczki ułożyły się inaczej w obecności żywego materiału. Było jasne, że DNA miało bezpośredni wpływ na fotony, kształtując je w regularne wzory dzięki niewidzialnej sile. To ważne, ponieważ nie ma absolutnie niczego w dogmatach konwencjonalnej fizyki, co pozwalałoby na ten efekt. A jednak w tym kontrolowanym środowisku DNA - substancja, z której się składamy – zostało zaobserwowane i udokumentowane jako mające bezpośredni wpływ na kwantowy materiał, z którego nasz świat jest zbudowany.

Kolejna niespodzianka nastąpiła, kiedy DNA zostało usunięte z pojemnika. Były wszelkie powody, aby zaangażowani w to naukowcy sądzili, iż cząsteczki światła powrócą do poprzedniego rozrzuconego układu wewnątrz całej tuby. Jednak stało się inaczej, fotony pozostały uporządkowane zupełnie tak, jakby DNA pozostawało nadal w tubie.

Po sprawdzeniu urządzeń i wyników Poponin i jego koledzy stanęli przed zadaniem wyjaśnienia tego, co zaobserwowali. Co wpłynęło na cząsteczki światła, gdy DNA zostało usunięte z tuby? Czy DNA pozostawiło coś po sobie, jakąś trwałą siłę, która utrzymywała się po usunięciu fizycznego materiału? A może miało miejsce jeszcze bardziej tajemnicze zjawisko? Czy DNA i cząsteczki światła były wciąż połączone w jakiś sposób, którego nie rozpoznajemy, chociaż zostały fizycznie rozdzielone, a jeśli tak to do jakiego stopnia?

W podsumowaniu Poponin napisał, że on i badacze zostali zmuszeni do zaakceptowania hipotezy, iż została wzbudzona jakaś nowa struktura pola. Ponieważ efekt wydawał się bezpośrednio związany z obecnością żywego materiału zjawisko to zostało nazwane „fantomowym efektem DNA”. Nowa struktura pola Poponina brzmi zaskakująco podobnie do matrycy, którą Max Planck zdefiniował ponad 50 lat wcześniej, tak jak i jej wpływ sugerowany był przez starożytne tradycje.

Podsumowanie

Eksperyment Poponina jest ważny z wielu powodów. Być może najbardziej oczywiste jest to, iż pokazuje on jasno bezpośredni związek pomiędzy DNA, a energią z której składa się świat. Spośród wielu wniosków jakie można wyciągnąć z tej potężnej demonstracji dwa są pewne:

  1. Istnieje rodzaj energii, który wcześniej pozostawał,
  2. Komórki DNA wpływają na materię poprzez tę właśnie formę energii.

Wynik uzyskany pod ścisłą kontrolą warunków laboratoryjnych daje dowód na istnienie potężnego związku, który starożytne tradycje uważały za święty przez stulecia. DNA zmieniło zachowanie cząsteczek światła – esencji naszego świata.

Chociaż fantomowy efekt DNA sam w sobie jest rewolucyjną i wyrazistą demonstracją połączenia pomiędzy życiem a materią, to nabiera on jeszcze większego znaczenia w kontekście dwóch następnych eksperymentów.    

 

Eksperyment II

Badania wykazały ponad wszelka wątpliwość, że ludzka emocja ma bezpośredni wpływ na sposób funkcjonowania komórek. W latach 90 XX wieku naukowcy współpracujący z armia amerykańską badali czy siła naszych uczuć ma nadal wpływ na żywe komórki, szczególnie DNA, mimo że owe komórki nie są już częścią ciała. Innymi słowy, czy emocja ma nadal pozytywny lub negatywny wpływ na próbki tkanek, które zostały oddzielone od ciała. Wiedza konwencjonalna uznałaby, że nie. Podążając za tym sposobem myślenia z chwilą, gdy tkanka, skóra, organy czy kości zostaną usunięte z ciała żadne połączenie z nimi nie powinno już istnieć. Jednakże opisany poniżej eksperyment pokazuje nam, że dzieje się zupełnie coś innego.

W raporcie badań z 1993 roku, przedstawionym w czasopiśmie Advances, armia opisała eksperymenty, które przeprowadzono, aby precyzyjnie ustalić, czy połączenie emocji i DNA nadal trwa pomimo separacji, a jeśli tak, to na jakie odległości. Badacze zaczęli od pobrania wymazu tkanki i DNA z jamy ustnej wolontariusza. Próbka została wyizolowana i przeniesiona do innej sali w tym samym budynku, gdzie zaczęto badać fenomen, jaki według współczesnej nauki nie powinien mieć miejsca. W specjalnie zaprojektowanej komorze, DNA było elektrycznie mierzone, aby sprawdzić czy odpowiada na emocje osoby, od której pochodzi, czyli dawcy będącego w innym pokoju.

W tym pokoju dawcy pokazano szereg obrazów wideo. Materiał ten, w zamierzeniu prowokujący autentyczne stany emocjonalne w jego ciele, był bardzo różnorodny: od filmów wojennych aż po komedie. Ideą było, ażeby dawca doświadczył całego spektrum realnych emocji w krótkim okresie. W tym czasie w innej sali, DNA było mierzone pod kątem reakcji. Kiedy dawca doświadczał emocjonalnych wzlotów i upadków jego komórki wykazywały potężną elektryczną reakcję dokładnie w tej samej chwili. Chociaż spora odległość dzieliła dawcę od próbek, to jego DNA funkcjonowało jakby wciąż było połączone z jego ciałem.

W dalszych eksperymentach zwiększano odległość aż do kilkuset kilometrów, a czas mierzono zegarem atomowym. Za każdym razem przedział czasu mierzony pomiędzy emocją a reakcją komórek był równy zeru – wpływ był jednoczesny. Czy komórki były w tym samym pokoju, czy w odległości kilkuset kilometrów rezultaty były takie same. Kiedy dawca przeżywał emocjonalne doświadczenie jego DNA reagowało tak, jakby wciąż było połączone z jego ciałem.

Z tego punktu widzenia nie istnieje miejsce, w którym czyjeś ciało naprawdę się kończy, ani miejsce, w którym się zaczyna.

Implikacje płynące z tego eksperymentu są rozległe i z trudem mieszczące się w głowie. Jeśli nie możemy oddzielić człowieka od części jego ciała, czy oznacza to, że kiedy żywy organ skutecznie zostanie przeszczepiony drugiemu człowiekowi, obie osoby pozostają w jakiś sposób połączone?

Niemal każdego dnia większość z nas kontaktuje się z wieloma ludźmi i często jest to kontakt fizyczny. Za każdym razem, kiedy dotykamy innej osoby, nawet - po prostu wymieniając uścisk dłoni, ślad tego indywidualnego DNA pozostaje z nami w formie pozostawionych przez tę osobę komórek skóry. Jednocześnie cząstka naszego - pozostaje z tą osobą. Czy oznacza to, że nadal jesteśmy powiązani z tymi, których dotykamy, tak długo, jak długo żywe jest DNA w komórkach, które dzielimy? A jeśli tak, jak głęboko sięga to połączenie? Odpowiedź na to pytanie brzmi twierdząco – wygląda na to, że związek ten istnieje. Jednakże jakość tego połączenia wydaje się być zdeterminowana tym, jak bardzo jesteśmy świadomi jego istnienia.

Jeśli dawca doświadcza emocji w swoim ciele i jego DNA reaguje na te emocje, wówczas znaczyłoby to, że coś musi się przemieszczać między nimi, pozwalając emocji dotrzeć od jednego do drugiego, czy tak? Może tak, a może nie. Ten eksperyment mógł właśnie pokazać coś innego – potężną ideę, która jest tak prosta, że łatwo ją przeoczyć. Być może emocje dawcy nie musiały się wcale przemieszczać. Możliwe, że energia nie musi przemieszczać się od dawcy do odległego miejsca, aby wywierać wpływ. Emocje tej osoby mogły już być w DNA - i gdziekolwiek indziej w tej kwestii – w chwili, gdy powstały.

Podsumowanie

Podsumowując powyższy eksperyment można stwierdzić cztery rzeczy:

  1. Pomiędzy żywymi tkankami istnieje uprzednio nierozpoznana forma energii.
  2. Komórki i DNA komunikują się ze sobą poprzez pole energii.
  3. Ludzka emocja ma bezpośredni wpływ na DNA.
  4. Odległość wydaje się nie mieć wpływu na efekt.

 

Eksperyment III

Chociaż wpływ ludzkich emocji na zdrowie naszego ciała i systemu immunologicznego był od dawna akceptowany w tradycjach duchowych na całym świecie, rzadko bywał udokumentowany w sposób użyteczny dla przeciętnego człowieka.

W 1991 roku utworzono organizację o nazwie Institute of HeartMath ( Instytut Matematyki Serce ) w specyficznym celu zbadania mocy, jaką mają ludzkie uczucia nad ciałem oraz roli, jaką te emocje mogą odgrywać w naszym świecie. HeartMath postanowiło skoncentrować swoje badania szczególnie na miejscu w naszym ciele, w którym emocja i uczucie zdają się powstawać – na ludzkim sercu. Pionierska praca tych badaczy była szeroko publikowana w prestiżowych pismach i cytowana w publikacjach naukowych.

Jednym z najbardziej znaczących odkryć ogłoszonych przez HeatMath jest dokumentacja pola energii o kształcie obwarzanka, która otacza serce i rozciąga się poza ciało. To pole energii elektromagnetycznej istnieje w konfiguracji zwanej torusem i ma średnicę długości od 5 do 8 stóp. Chociaż pole serca nie jest aurą człowieka ani też praną opisaną w starożytnych tradycjach sanskrytu, może jednak być przejawem energii, która bierze początek w tym obszarze.

Wiedząc o istnieniu tego pola, badacze HeartMath zadawali sobie pytanie, czy może istnieć inny rodzaj energii, jakiego jeszcze nie odkryliśmy, który jest zawarty wewnątrz znanego już pola. Aby wypróbować tę teorię, badacze postanowili poddać testom wpływ ludzkiej emocji na DNA – esencję samego życia.

Doświadczenia prowadzone były w latach 1992-1995. Zostały rozpoczęte od wyizolowania DNA w szklanej zlewce, które następnie zostało poddane działaniu potężnej formy uczucia, znanej jako emocja koherentna. Według głównych badaczy Glena Reina i Rollina McCraty’ego, ten stan fizjologiczny może być stworzony celowo poprzez użycie specjalnie zamierzonej techniki mentalnego i emocjonalnego samozorganizowania, które zawierają celowe uspokojenie umysłu, przeniesienie świadomości do rejonu serca i skupienie się na pozytywnych emocjach.

Wykonano szereg testów, w których brało udział 5 osób wyszkolonych w stosowaniu emocji koherentnej. Używając specjalnych technik do analizy DNA zarówno pod kątem chemicznym, jak i wizualnym, badacze mogli wykryć zmiany jakie nastąpiły.

Wyniki były niezaprzeczalne, a ich implikacje bezbłędne. Zasadnicze przesłanie: ludzka emocja zmieniła kształt DNA. Bez fizycznego dotykania go ani robienia czegokolwiek innego poza stworzeniem precyzyjnego uczucia w swoim ciele, uczestnicy potrafili wpłynąć na molekuły DNA w zlewce.

W pierwszym eksperymencie, w którym brała udział tylko jedna osoba, wpływ był wywarty kombinacją ukierunkowanej intencji, bezwarunkowej miłości oraz specyficznego wyobrażenia molekuły DNA. Według słów jednego z badaczy: „Te doświadczenia ujawniły, że różne emocje wywoływały odmienny wpływ na molekuły DNA, powodując ich zawinięcie albo odwinięcie„. Rzecz jasna - implikacje wykraczały poza wszystko, co było dozwolone do dziś w tradycyjnej teorii naukowej.

Zostaliśmy uwarunkowani aby wierzyć, że stan DNA w naszym ciele jest nam dany. Współczesne myślenie sugeruje, że jest to ustalona ilość komórek – otrzymujemy to, co przy urodzeniu i z wyjątkiem wpływu leków, chemii oraz pola elektrycznego nasze DNA nie zmienia się w odpowiedzi na nic, co możemy uczynić w naszym życiu. Jednakże ten eksperyment pokazuje nam, że nic nie jest dalsze od prawdy.

Wspólnym mianownikiem dla wszystkich trzech eksperymentów jest to, iż dotyczą ludzkiego DNA. Nie ma absolutnie niczego w wiedzy konwencjonalnej, co pozwalałoby sadzić, że materiał życia zawarty w naszym ciele, może mieć wpływ na cokolwiek w świecie zewnętrznym. Nie ma również niczego, co mogłoby wskazywać, że ludzka emocja może mieć wpływ na DNA, gdy znajduje się ono wewnątrz ciała właściciela lub jest pozostawione samo o setki kilometrów od niego. A jednak dokładnie to pokazują nam wyniki.

Gdy się zastanowimy nad każdym z tych eksperymentów z osobna, w oderwaniu od pozostałych, wygląda to interesująco. Każdy z nich pokazuje coś, co zdaje się być anomalią istniejącą poza granicami konwencjonalnego myślenia, a niektóre z tych odkryć mogą być nieco zaskakujące. Bez szerszego kontekstu moglibyśmy mieć pokusę, aby zaliczyć je do kategorii: "rzeczy do sprawdzenia kiedy indziej…. kiedyś, kiedyś, w dalekiej przyszłości". Jednakże, kiedy rozważymy te trzy eksperymenty razem, następuje prawdziwe zburzenie paradygmatu.

Podsumowanie

W I eksperymencie Poponin pokazał nam, że ludzkie DNA ma bezpośredni wpływ na wibracje światła. Z drugiego doświadczenia dowiedzieliśmy się iż bez względu na to, czy znajdujemy się z naszym DNA w tym samym pokoju, czy też jesteśmy od niego oddzieleni setki kilometrów, jesteśmy wciąż połączeni z jego molekułami, a wpływ jest ten sam. W trzecim eksperymencie badacze HeartMath pokazali nam, że ludzka emocja ma bezpośredni wpływ na DNA, które z kolei oddziałuje bezpośrednio na substancję, z której nasz świat jest zbudowany. Jest to początek technologii – wewnętrznej technologii – która daje więcej, niż tylko mówienie nam, że możemy mieć wpływ na nasze ciało i nasz świat. Pokazuje nam, że ten wpływ istnieje i jak działa.

Wszystkie te eksperymenty wskazują dwie podobne konkluzje:

  1. „Coś tam jest”: matryca energii, która łączy każdą pojedynczą rzecz ze wszystkim innym we wszechświecie. To łączące pole odpowiada za nieoczekiwane rezultaty tych eksperymentów.
  2. DNA naszego ciała daje nam dostęp do energii łączącej nasz wszechświat, a emocja jest kluczem do połączenia się z tym polem.

W dodatku te doświadczenia pokazują nam, iż nasze połączenie z polem jest esencją naszego istnienia. Jeśli zrozumiemy, jak ono działa i w jaki sposób jesteśmy z nim połączeni, wówczas będziemy mieć wszystko, co potrzebne, aby zastosować naszą wiedzę o polu - w naszym życiu.

Dobrze byłoby zastanowić się nad tym, jaki wpływ może to wywrzeć na nasze życie i jakie wnioski możemy z tego wyciągnąć. Jakiego problemu nie można rozwiązać, jaka choroba nie może zostać wyleczona i jakich warunków nie można poprawić, jeśli możemy mieć dostęp do siły i zmiany w kwantowym wzorcu, z którego wszystko pochodzi?

Ten wzorzec był uprzednio nierozpoznanym polem energii, które Max Planck określił jako „świadomy i inteligentny Umysł”.

 

Interpretacja kopenhaska

 

W 1927 roku fizyk Niels Bohr i Werner Heisenberg z Instytutu Fizyki Teoretycznej w Kopenhadze, spróbowali opisać kwantowe dziwactwo, jakie ukazywały nowe teorie. Rezultat ich pracy znany jest jako interpretacja kopenhaska. Jak dotąd, jest to najszerzej akceptowane wyjaśnienie, dlaczego cząsteczki zachowują się w taki, a nie inny sposób.

Według Bohra i Heisenberga, wszechświat istnieje jako niezliczona liczba zachodzących na siebie możliwości. Istnieją wszystkie w rodzaju kwantowego bulionu bez sprecyzowanej lokalizacji ani stanu, dopóki nie wydarzy się coś, co zamknie w miejscu jedną z możliwości.

To „coś” jest świadomością osoby – prostym aktem obserwacji. Jak dowodzi eksperyment, gdy patrzymy na coś takiego, jak elektron przechodzący przez otwór w barierze, sam akt obserwacji jest tym, co wydaje się zmieniać jedną z kwantowych możliwości w rzeczywistość. A w tym momencie - jedynym, co widzimy, jest ta wersja, na której się skoncentrowaliśmy.

Za: Teoria ta była niesłychanie korzystna w wyjaśnieniu zachowania cząsteczek, jakie były obserwowane w doświadczeniach.

Przeciw: Główny zarzut wobec tej teorii ( jeśli można to uważać za pojedynczą teorię ) dotyczy tego, że sugeruje, iż wszechświat może się manifestować jedynie w obecności kogoś lub czegoś, co go obserwuje. W dodatku interpretacja kopenhaska nie bierze pod uwagę czynnika grawitacji.

 

Interpretacja wieloświatowa

Następnym popularnym wyjaśnieniem dziwacznego zachowania kwantowych cząsteczek po interpretacji kopenhaskiej jest interpretacja wszechświatów równoległych, zwana interpretacją wieloświatową. Przedstawiona po raz pierwszy w 1957 roku przez fizyka z uniwersytetu w Princeton Hugh Everetta III, teoria ta zdobyła niezwykłą popularność i poparcie, ponieważ wydaje się dotyczyć wielu pozornych tajemnic świata kwantowego. Podobnie, jak interpretacja kopenhaska, sugeruje ona, że w każdym danym momencie, istnieje nieskończona liczba zachodzących możliwości, oraz że wszystkie już istnieją i wydarzają się symultanicznie.

Różnica pomiędzy tym wyjaśnieniem a interpretacją kopenhaską polega na tym, że według interpretacji wieloświatowej, każda możliwość wydarza się we własnej przestrzeni i nie może być widziana przez pozostałe. Te unikalne przestrzenie są nazywane wszechświatami równoległymi. Podróżujemy przypuszczalnie w przestrzeni czasu jednej możliwości w jednym wszechświecie i co chwila dokonujemy kwantowego skoku w inną możliwość, w innym wszechświecie. Z tej perspektywy ktoś mógłby przeżywać swoje życie w chorobie, a poprzez zmianę obiektu koncentracji doznać nagle „cudownego” uzdrowienia, podczas gdy świat wokół niego wygląda zupełnie tak samo, jak przedtem.

Interpretacja Everetta wskazuje na to, że już istniejemy w każdym z wszechświatów równoległych. Gdy weźmiemy je wszystkie pod uwagę, przeżywamy każdy kolejny sen oraz fantazje, jakie moglibyśmy sobie kiedykolwiek wyobrazić. Niektórzy zwolennicy tej teorii sugerują nawet, że gdy w nocy śnimy, nasze sny są wynikiem zrelaksowania uwagi utrzymującej nas tu, w naszej rzeczywistości, pozwalając nam na dryfowanie przez światy równoległych możliwości. Podobnie, jak obserwatorzy w interpretacji kopenhaskiej, widzimy tylko tę możliwość, na której się koncentrujemy. I to jest klucz zamykający daną możliwość w miejscu - jako „rzeczywistość”.

Za: Ta teoria wydaje się wyjaśniać, dlaczego nie widzimy wielu możliwości wskazywanych w interpretacji kopenhaskiej,

Przeciw: Podobnie, jak wiele idei opartych na teorii kwantowej, ta teoria nie bierze pod uwagę siły grawitacji. Chociaż może wyjaśnia niektóre zjawiska, jakie widzimy w świecie kwantowym, dopóki nie bierze pod uwagę wszystkich sił natury, jest uważana za niekompletną.

W ostatnich latach przedstawiono trzecią teorię, która zdaje się odnosić do wad obydwu poprzednich, zarówno interpretacji kopenhaskiej, jak i wieloświatowej. Nazwana od nazwiska swojego autora, profesora matematyki uniwersytetu w Oksfordzie, sir Rogera Penrose’a. Interpretacja Penrose’a sugeruje, że siła grawitacji, często pomijana przez fizyków kwantowych, jest właśnie tym, co utrzymuje wszechświat w całości.

 

Interpretacja Penrose’a

Podobnie, jak zwolennicy pozostałych interpretacji, Penrose wierzy w to, że na poziomie kwantowym istnieją możliwości i prawdopodobieństwa. Jego teoria różni się jednak tym, czym jest to, co „zamyka’ każdą poszczególną możliwość w naszej rzeczywistości.

Penrose proponuje, że kwantowe możliwości z innych wymiarów są formą materii. Ponieważ każda materia tworzy grawitację, każda z możliwości ma swoje własne pole grawitacyjne. Jednakże utrzymanie go wymaga energii, a im więcej energii wymaga dane prawdopodobieństwo, tym bardziej jest niestabilne. Ponieważ jest niemożliwe, aby wystarczyło energii dla wszystkich z nich na zawsze, załamują się ostatecznie w pojedynczy stan – najstabilniejszy, który postrzegamy jako naszą „rzeczywistość”.

W interpretacji Penrose’a istnieje wiele możliwości, które ostatecznie załamują się w pojedynczą rzeczywistość, ponieważ wymaga to dużo energii, aby wszystkie je utrzymać w nieskończoność. Podczas, gdy wszystkie możliwości istnieją w pewnym punkcie w czasie, stan wymagający najmniejszej ilości energii jest najstabilniejszy i jest tym, którego doświadczamy jako naszej rzeczywistości.

Za: Największą siłą tej teorii jest to, że po raz pierwszy bierze od uwagę grawitację – jedyny czynnik dzielący idee Einsteina oraz teorie kwantowe i czyni tę siłę centralną w istnieniu rzeczywistości.

Przeciw: Być może największym mankamentem teorii Penrose’a ( jeśli może być uważana za pojedynczą ) jest to, że jego krytycy wierzą, że nie jest konieczne branie jej pod uwagę. Chociaż teoria kwantowa jest wciąż tylko teorią, jak dotąd była w 100 procentach skuteczna w przepowiadaniu wyników kwantowych eksperymentów. A więc mamy już praktyczną teorię rzeczywistości. Interpretacja Penrose’a również ją przynosi, zawierając też czynnik grawitacji, którego zabrakło w innych teoriach.

 

A więc która z nich?

Fizyk teoretyczny Michio Kaku, współautor jednolitej teorii superstrun, opisał być może najlepiej dylemat fizyki kwantowej, mówiąc:” Twierdzi się często, że spośród wszystkich teorii przedstawionych w tym stuleciu teoria kwantowa jest najbardziej niemądra. Niektórzy mówią, że jedyna rzeczą, za taką uchodzi teoria kwantowa, jest to, że jest niekwestionowanie prawidłowa”.

Czy którakolwiek z trzech zaakceptowanych teorii wyjaśnia zarówno „anormalne” zdarzenia w bardzo małym wymiarze subatomowym, jak i to, dlaczego świat, który widzimy, działa tak, jak działa?

Jakkolwiek dobra jest każda z tych interpretacji i jak dobrze może ona odnosić się do tego, co zauważamy w laboratoriach, jedynym czynnikiem, jaki może być brakującym ogniwem jest rola, jaką odgrywa matryca, łącząc nas ze zbiornikiem wszystkiego, co jest obserwowane.

Podczas, gdy patrzący wydaje się być dziką kartą w eksperymentach dających nieoczekiwane rezultaty, co wtedy, gdy „anomalie” nie są wcale anomaliami? Co wtedy, gdy „dziwactwo” kwantowych cząsteczek jest w rzeczywistości normalnym sposobem zachowania materii? Czy jest możliwe, że wszystko – od informacji poruszającej się szybciej niż prędkość światła, po dwie rzeczy istniejące w tym samym miejscu w tym samym momencie – naprawdę pokazuje nam nasz potencjał, zamiast naszych ograniczeń? Jeśli tak, wówczas musimy zadać sobie pytanie: Co jest tym jedynym czynnikiem wiążącym wszystkie te rzeczy razem i niepozwalającym nam doświadczać tej samej wolności, jaką zdają się mieć cząsteczki?

To my jesteśmy tym właśnie czynnikiem, którego brak w istniejących teoriach. Jest to szczególnie - nasza zdolność celowego tworzenia warunków świadomości ( myśli, uczuć, emocji i przekonań ), które zamykają jedną wybraną możliwość w rzeczywistość naszego życia. I to jest właśnie to, co sprawia, że nauka zatacza koło, łącząc się ze starożytnymi duchowymi tradycjami naszego świata. Zarówno nauka, jak i mistycyzm, opisują siły łączące wszystko razem i dające nam moc wpływania na zachowanie materii – oraz samej rzeczywistości – po prostu przez sposób, w jaki postrzegamy świat wokół nas.

Kluczem jest to, że istnieje duża różnica w znaczeniu, jakie różne tradycje duchowe i główny nurt nauki nadają odkryciom kwantowego świata. Z powodów opisanych wcześniej, większość fizyków wierzy, iż sposób, w jaki zachowują się elektrony i fotony, ma niewiele wspólnego z tym, jak przeżywamy nasze codzienne życie. Z drugiej strony, starożytne  tradycje sugerują, że właśnie z powodu sposobu, w jaki wszystko działa na poziomie subatomowym, możemy zmienić nasze ciało i świat. Jeśli jest to prawdą, wówczas to, co się dzieje w kwantowym królestwie, ma szczególny związek z naszym życiem dzień po dniu.

Nie potrzebujemy maszyn, aby osiągnąć wspaniałe wyniki, jakie widzimy w kwantowych cząsteczkach. Mocą naszej zapomnianej wewnętrznej technologii możemy uzdrawiać, dokonywać bilokacji, być wszędzie jednocześnie, widzieć na odległość, łączyć się telepatycznie, wybrać pokój i robić wszystko inne. Wszystko to sprowadza się do potęgi skupienia świadomości, która jest wielką tajemnicą naszych najcenniejszych starożytnych tradycji.

Podstawy fizyki kwantowej- dla opornych

Podstawy fizyki kwantowej a świadomość obserwatora

Pierwsza z definicji fizyki kwantowej brzmi, że to przestrzeń definiuje materię a nie materia przestrzeń.

W tym kontekście w przestrzeni Plancka to materia jest anomalią. Materia jest rzeczą nie zwyczajną i jako taka nie może definiować czegoś, co jest większym zbiorem - czyli przestrzeń.

Kiedy ta anomalia może się pojawić?

Do tego, aby materia mogła się pojawić potrzebujemy świadomego obserwatora i wówczas kiedy wykona on intencję - urealnia się ona na jego oczach, przyszłość zaczyna się przed nim klarować i stawać rzeczywistością.

Należy przeanalizować jak zbudowana jest materia, sięgając do wiedzy o budowie atomu.

Atom zbudowany jest z trzech elementów – elektronu, który współczesna fizyka uważa za niepodzielny oraz wewnętrznej części, jądra składającego się z protonów i neutronów. Wiadomo już z czego składają się protony i neutrony. Tymi cegiełkami są kwarki. Jest ich 6 rodzajów – górny, dolny, lewy, prawy itd., ale nazwy nie mają znaczenia. Kwarki charakteryzują się specyficznym zachowaniem w przestrzeni, które obserwowali fizycy. Otóż, żeby taki kwark zaistniał, trzeba pobudzić do aktywności przestrzenie Plancka. Aby zapełnić taki kwark trzeba od kilku do kilkunastu tysięcy przestrzeni Plancka.

Aby to lepiej zrozumieć wyobraź sobie, że kwark jest zamkniętą przestrzenią. Kwark uwidacznia się tylko wtedy, gdy przestrzenie Plancka wchodzą w stan wzbudzenia, a ty obserwujesz ten stan wtedy, kiedy nabierają one koloru niebieskiego. I kiedy jesteś bardzo blisko tych przestrzeni, zamieniasz się wielkością na przestrzenie Plancka. Widzisz tą przestrzeń, która świeci dla ciebie na niebiesko, a obok niej widzisz sąsiadujące przestrzenie Plancka. Nie widzisz żadnego zjawiska, które można nazwać ruchem. Teraz musisz się oddalić od tych przestrzeni tak daleko, aby one się ze sobą zlały w jedną ciągłą linię. W tym momencie zauważysz, jak te linie zaczynają wibrować, czyli zamknięty okrąg zaczyna wibrować w różnych kierunkach, nazwijmy je dla uproszczenia w trzech osiach x,y,z. Tak wibrujące przestrzenie Plancka stają się kwarkami i teraz przedstawione cegiełki, z których zbudowany jest proton bądź też neutron muszą się w odpowiedni sposób skonfigurować, aby przyjąć informację: ja będę w tej chwili protonem, a ty neutronem.

Na obecną chwilę fizyka nie ma dowodu na to, czy elektron jest niepodzielny. Ale niezależnie od tego czy jest, czy też nie, ma on ładunek ujemny.  

Patrząc przez mikroskop fotonowy na atom mamy do czynienia z chmurą protonów, chmurą neutronów i chmurą elektronów. Zgodne z zasadą Heisenberga określenie położenia jakichkolwiek z tych cząstek, podzielnych jeżeli mówimy o protonie i neutronie i niepodzielnych jeżeli mówimy o elektronie, jest absolutnie nieznane jeśli chcemy zmierzyć ich energię. Natomiast jeśli znamy miejsce, nie wiemy, jaki jest potencjał informacyjny w postaci energii.

Wszystkie informacje, które jesteśmy w stanie zebrać w świecie 4D opisują zjawiska w tym świecie i nie wykraczają poza obszar widziany teleskopem Hubble`a.

Zakładam, że istnieją inne gęstości, ponieważ żyjemy w zupie energetycznej, w nadmiarze energii, w nieskończonej ilości energii. Cały świat widziany teleskopem Hubble`a to tylko 10 do 55 potęgi grama informacji ściśniętej do 1cm3. 1 centymetr sześcienny w ujęciu masowym, ważyłby (chociaż masa nie istnieje, jest tylko pewnym potencjałem informacyjnym) tylko 10 do 55 grama. Natomiast 1cm3 w przestrzeni Plancka zawiera tej energii 10 do 93 potęgi. Z tego wynika, że są potężne dysproporcje między tą ilością energii, którą zużywamy, a ilością jaką zawiera 1cm3. Na tej podstawie należy stwierdzić, idąc tokiem rozumowania Einsteina, że byłoby bezsensownym marnowanie tak potężnej ilości energii, żeby stworzyć tylko jeden świat 4D, w którym wszystkie zjawiska miałyby się odbywać, a inne poziomy byłyby niedozwolone. To byłby zupełny nonsens, dlatego logicznie rozumując, inne światy muszą istnieć, ponieważ mamy nadmiar energetyczny, który nie został stworzony na darmo.

Działania i skutki, które istnieją w świecie 4D dowodzą nam o logiczności w pełnym tego słowa znaczeniu.

Są osoby, które są obdarzone możliwością zaglądania poza warunki brzegowe opisane panującą fizyką w świecie 4D. Czy to oznacza, że w świecie 4D działa inna fizyka? Muszę założyć, że tak, ponieważ to jest również logiczne.

Wracamy do budowy atomu. Atom składa się z jądra, którego elementami są dwie cząstki: proton i neutron, a te z kolei składają się z różnej konfiguracji kwarków. Te kwarki wibrują w przestrzeniach Plancka, a to oznacza, że wibrują one z odpowiednią częstotliwością. A to z kolei oznacza, że nasze ciało jest dostrojone do określonej częstotliwości. Nauka nie wie jaka to częstotliwość, gdyż nie jest w stanie jej zmierzyć. Poziom wielkości kwarków jest tak znikomy, że trudno byłoby określić ich częstotliwość. Jednak kwarki drgają.

Obserwując naturę widzimy, że wszystko co jest – jest w dynamice. Już starożytni mówili panta rei tzn. wszystko płynie... i nic nie jest stałe, wszystko ulega zmianie. A zmianą z pozycji stanu równowagi jest wibrowanie. A więc nasze ciało jest dostrojone do pewnej, określonej częstotliwości.

We wszechświecie pojawiają się anomalie i one także nie dzieją się przypadkowo, maja określony cel.  Muszę więc założyć, że poza warunkami brzegowymi, opisanymi przez fizykę w naszym świecie 4D, są ludzie których zakres postrzegania wykracza poza te warunki i są w stanie odczytać inne częstotliwości. Z takich samych powodów odbiornik obdarzony obwodem rezonansowym, dostrojony do określonej częstotliwości odbiera ją. Na przykład jeżeli dostroimy odbiornik radiowy do częstotliwości 20 kHz, to dokładnie taką częstotliwość będzie odbierał. Natomiast jeśli pojawią się częstotliwości harmoniczne poza 20 kHz, które wpadają w ten obwód rezonansowy - również będą odbierane. Zgodnie z tym tokiem rozumowania można stwierdzić, że są osoby w naszym świecie 4D, które są obdarzone tą zdolnością i ich zakres postrzegania poza nasz świat jest możliwy.

Ludzie kontaktują się z innymi częstotliwościami lub gęstościami. Natomiast pozostaje kwestią do rozmowy czy channelingując z istotami z innej gęstości, które nam przekazują informacje odnosimy pozytywny skutek?

Mam wątpliwości czy w niektórych przypadkach nie zachodzi celowa dezinformacja po to, abyśmy nie osiągnęli jakiegoś pożądanego przez nas stanu. Dlatego podchodzę do tego z bardzo umiarkowaną ufnością. To nie oznacza, że istoty z innej częstotliwości mają z natury złe intencje. Można tu przytoczyć opowieść o podróżniku, który napotkał na swojej drodze poczwarkę wykluwającą się z kokonu. Widząc, że idzie jej to bardzo powoli i prawdopodobnie się męczy postanowił jej pomóc. Na drugi dzień podróżnik znowu przechodził tę samą drogą i zobaczył, że motyl, któremu pomógł nie lata i ma pogięte skrzydełka. W dobrej wierze - pomoc wędrowca przyniosła negatywny skutek.

 

Kwantowy eksperyment z użyciem podwójnej szczeliny

 

Dlaczego sposób w jaki myślimy i odczuwamy świat, miałby mieć jakikolwiek wpływ na cokolwiek z wydarzeń rozgrywających się w naszym życiu?

W jaki sposób czynienie po prostu naszego „snu o przyszłości teraźniejszym faktem” zmienia bieg wydarzeń, które już się toczą?

Jeśli wygląda na to, że na przykład nasz świat stacza się po ścieżce globalnej wojny, czy ten konflikt musi naprawdę nastąpić?

Gdy wydaje się, że nasze małżeństwo zaraz się rozpadnie lub że jest nam przeznaczone żyć w słabym zdrowiu, czy wynik tych doświadczeń musi być taki, jak przepowiedziano?

A może istnieje inny czynnik – ten, który jest często pomijany – a który może w rzeczywistości odgrywać potężną rolę w tym, jak doświadczamy rzeczy, które już zostały wprawione w ruch. Czy życie podąża za naszymi przewidywaniami, czy też odpowiada na nasze oczekiwania?

 

Wiele możliwości – jedna rzeczywistość

Kluczem do życia, poczynając od miejsca, w którym nasze wyobrażenie już jest spełnione i nasze marzenia i modlitwy już są wysłuchane, jest zrozumienie, że istnieją możliwości, od których można zacząć. Aby to zrobić musimy powrócić na krótko do głównego odkrycia, jakiego dokonała fizyka kwantowa na temat naszego świata.

Fizyka kwantowa jest ogromnie skuteczna w opisywaniu zachowania rzeczy mniejszych niż atomy – tak skuteczna, że rzeczywiście stworzono zbiór reguł do opisania tego, czego możemy oczekiwać w tym maleńkim, niewidzialnym świecie. Chociaż reguł jest kilka i są one proste, mogą brzmieć trochę dziwnie, opisując co czynią cząsteczki na poziomie subatomowym. Na przykład, mówią nam, że:

  1. Prawa fizyki nie są uniwersalne, ponieważ rzeczy w małej skali zachowują się inaczej, niż dzieje się to w codziennym świecie,
  2. Energia może się przejawiać albo jako fala, albo jako cząsteczka, a czasami jako jedno i drugie.
  3. Świadomość obserwatora determinuje sposób, w jaki energia się zachowuje.

Jednakże, jakkolwiek te reguły są słuszne, ważne jest, aby pamiętać, że równania fizyki kwantowej nie opisują aktualnego istnienia cząsteczek. Innymi słowy prawa te nie mogą nam powiedzieć, gdzie są cząsteczki i jak działają w chwili, gdy się tam znajdują. Opisują one jedynie potencjalność istnienia cząsteczek – tzn. gdzie one mogą się znajdować, jak mogą i jakie mogłyby być ich właściwości. A wszystkie ich cechy charakterystyczne ewoluują i zmieniają się z upływem czasu. Te kwestie mają znaczenie, ponieważ jesteśmy zbudowani z tych samych cząsteczek, jakie opisują owe reguły. Jeżeli możemy osiągnąć wgląd w sposób, w jaki funkcjonują, wówczas może będziemy w stanie uświadomić sobie większe możliwości tego, w jaki sposób działają.  Tutaj właśnie leży klucz do zrozumienia, co mówi nam naprawdę fizyka kwantowa, na temat naszej mocy we wszechświecie. Nasz świat, nasze życie i ciało istnieją tak, jak istnieją, ponieważ to wybraliśmy (wyobraziliśmy sobie) spośród świata kwantowych możliwości. Jeśli chcemy zmienić którekolwiek z tych rzeczy, musimy najpierw ujrzeć je w nowy sposób – czyniąc to, wybieramy je z „bulionu” wielu możliwości. Następnie, w naszym świecie, wydaje się, że tylko jedna z tych kwantowych potencjalności staje się tym, czego doświadczamy jako naszej rzeczywistości.

Ta, która spośród wielu możliwości stanie się realna, zdaje się być zdeterminowana świadomością i aktem obserwacji. Innymi słowy, obiekt naszej uwagi staje się rzeczywistością w naszym świecie. To jest właśnie obszar, w którym nawet sam Einstein miał problem z teorią kwantową, twierdząc: „Myślę, że cząsteczka musi być oddzielną rzeczywistością, niezależną od pomiarów”.

W tym kontekście pomiary są odpowiednikiem obserwatora – czyli nas.

Obiekt uwagi naszej świadomości staje się rzeczywistością - w naszym świecie.

Oczywiście nasza rola we wszechświecie jest centralnym zagadnieniem w pytaniu, dlaczego świat kwantowy działa tak, jak się wydaje. Oto właśnie przyczyna, dlaczego ważne jest, aby najpierw pojąć sedno naukowych obserwacji, abyśmy mogli zrozumieć, jak możemy to zastosować w naszym życiu.

Tajemnicę, dlaczego potrzebujemy dwóch zbiorów reguł do opisania świata, możemy wytropić w eksperymencie, który został przeprowadzony w 1909 roku przez Geoffreya Ingrama Taylora, fizyka brytyjskiego. Chociaż eksperyment ma niemal 100 lat, jego wyniki są wciąż obiektem kontrowersji i niepewności. Od czasu oryginalnego doświadczenia był odtwarzany kilkakrotnie. Za każdym razem wyniki były identyczne – i zupełnie nie mieszczące się w głowie.

Eksperyment, zwany doświadczeniem „podwójnej szczeliny” dotyczy rzutowania kwantowych cząsteczek przez barierę posiadającą dwa małe otwory oraz badania sposobu, w jaki są wykrywane po przejściu przez szczeliny. Zdrowy rozum wskazuje, że gdy zaczynają lot z jednej strony jako cząsteczki, powinny przemieszczać się na całym odcinku eksperymentu w tej formie i kończyć go również jako cząsteczki. Jednakże dowód pokazuje, że dzieje się coś nadzwyczajnego w jakimś punkcie pomiędzy miejscem, z którego cząsteczki wyruszają, a tym, w którym kończą swój lot.

Naukowcy odkryli, że gdy elektron na przykład przechodzi przez barierę z jednym otworem, zachowuje się dokładnie tak, jak byśmy oczekiwali: zaczyna i kończy swoją podróż jako cząsteczka. Nie ma niespodzianek.

Gdy zastosuje się dwa otwory, ten sam elektron czyni coś, co zdaje się niemożliwe. Chociaż zaczyna podróż zdecydowanie jako cząsteczka, w jej trakcie ma miejsce tajemnicze zdarzenie: elektron przechodzi przez oba otwory jednocześnie, czego może dokonać jedynie fala energii, tworząc w miejscu docelowym rodzaj wzoru.

Jest to jeden z przykładów zachowania, jakie naukowcy nazywają po prostu „kwantowym dziwactwem”. Jedynym wytłumaczeniem jest to, że drugi otwór zmusił w jakiś sposób elektron do poruszania się, jak gdyby był falą, jednak dociera on do miejsca przeznaczenia dokładnie w taki sposób, jak w punkcie wyjścia: jak cząsteczka. Aby to zrobić, elektron musi w jakiś sposób dostrzegać, że drugi otwór istnieje i jest dostępny. Ponieważ przyjmuje się, że elektron nie może naprawdę niczego „widzieć” w dosłownym sensie tego słowa, jedynym innym źródłem tej świadomości jest osoba oglądająca eksperyment. Konkluzja jest taka, że w jakiś sposób wiedza o tym, że elektron ma dwie możliwe ścieżki do przebycia, istnieje w umyśle obserwatora i że świadomość przyglądającego się jest tym, co determinuje sposób poruszania się elektronu.

Zasadniczy wniosek z eksperymentu jest taki: czasami elektron zachowuje się w taki sposób, jakiego byśmy oczekiwali. Gdy tak się dzieje, reguły naszego codziennego świata, w którym rzeczy są odrębne i oddzielne, wydają się mieć zastosowanie. Jednak w innych przypadkach elektrony zaskakują nas i działają jak fale. Kiedy to ma miejsce, wymagają kwantowych reguł dla wyjaśnienia ich zachowania. A to jest właśnie punkt, w którym mamy sposobność ujrzenia naszego świata i nas samych w nowym świetle, ponieważ oznacza to, że jesteśmy częścią wszystkiego i że świadomość odgrywa kluczową rolę we wszechświecie.

Z punktu widzenia historii, naukowcy korzystają z jednej z dwóch głównych teorii dla wyjaśnienia wyników eksperymentu podwójnej szczeliny. Każda ma swoje silne punkty i posiada pewne aspekty, które maja większy sens niż inne wyjaśnienia. Obydwie są wciąż teoriami, a trzecia została przedstawiona stosunkowo niedawno.

Facebook
Analytics